Gottfried Dieter Meyer zniknął w południowotyrolskich Dolomitach. Od czwartku nie było po nim śladu, a alarm podnieśli pracownicy hotelu, gdy 69-letni gość nie wrócił. Rozpoczęła się zakrojona na szeroką skalę akcja.

Dziesiątki osób ruszyły na poszukiwania. Pogoda nie ułatwiała zadania

Około 30 ratowników górskich, strażaków i operatorów dronów przeczesywało rozległy teren parku przyrodniczego Fanes-Sennes-Prags. Problem był poważny – służby nie dysponowały konkretnym tropem, który pozwoliłby zawęzić obszar poszukiwań.

Zobacz także:

Sytuację dodatkowo komplikowały gęsta mgła i słaba widoczność. Ratownicy zwrócili się również do turystów, mieszkańców i osób wypoczywających w okolicy z prośbą o informacje, które mogły pomóc odnaleźć zaginionego Niemca.

W niedzielę zmienili kierunek. Około godz. 15 nastąpił przełom

W niedzielę rano poszukiwania zostały wznowione, a służby zdecydowały się zmienić kierunek prowadzonych działań. Kilka godzin później, około godz. 15, załoga helikoptera ratunkowego zauważyła podczas przelotu poszukiwanego mężczyznę.

69-letniego Gottfrieda Dietera Meyera odnaleziono martwego. Wielodniowa akcja zakończyła się więc tragiczną wiadomością. Na razie nie ustalono, w jakich dokładnie okolicznościach zmarł niemiecki turysta.

Jedno kluczowe pytanie wciąż pozostaje bez odpowiedzi

Władze wszczęły dochodzenie, które ma wyjaśnić okoliczności śmierci 69-latka. Na obecnym etapie nie podano informacji pozwalających jednoznacznie stwierdzić, co wydarzyło się podczas jego pobytu w Dolomitach.