Jeszcze przed świtem oczy wielu osób zwróciły się na Moskwę. W nocy z soboty na niedzielę nad rosyjską stolicą i obwodem moskiewskim pojawiły się liczne bezzałogowce. Niedługo później w sieci zaczęły krążyć zdjęcia i nagrania pokazujące skutki ataku.
Noc nad Moskwą przestała być spokojna. W sieci pojawiły się niepokojące obrazy
Pierwsze materiały publikowane po ataku pokazywały ogień oraz potężne kłęby czarnego dymu. Wszystko działo się w Moskwie, czyli daleko od linii frontu wojny rosyjsko-ukraińskiej. Tym razem uwagę przyciągało jednak nie tylko samo pojawienie się dronów.
Zobacz także:
Kluczowe było miejsce, w którym doszło do pożaru. Chodzi o rafinerię położoną w dzielnicy Kapotnia. Obiekt znajduje się około 15 kilometrów od Kremla. Po ataku nad jego terenem pojawiły się płomienie i czarny dym.
Nie był to przy tym pierwszy atak na tę rafinerię. Podobne uderzenia w ten sam obiekt miały miejsce już w ostatnich miesiącach. Niedzielne wydarzenia wpisały się więc w serię ataków obejmujących rosyjską infrastrukturę.
Rosyjskie władze podały ogromną liczbę. Te dane zwracają uwagę
Skala nocnych wydarzeń pozostaje przedmiotem komunikatów rosyjskich władz, dlatego podawane przez nie liczby należy traktować jako ich deklaracje. Mer Moskwy Siergiej Sobianin, cytowany przez państwową agencję TASS, przekazał, że nad Moskwę i obwód moskiewski miało nadlecieć 1,6 tys. bezzałogowców.
Inną liczbę podał gubernator obwodu moskiewskiego Andriej Worobjow. Według jego oświadczenia 249 dronów zostało zestrzelonych lub unieszkodliwionych.
Najważniejsze pozostają widoczne skutki wydarzeń. Na zdjęciach i filmach rozpowszechnianych w internecie pojawiły się płomienie oraz słup ciemnego dymu nad rafinerią w Kapotni.
Moment ataku nie był przypadkowym dniem w rosyjskim kalendarzu
Niedziela, 20 września, ma w Rosji szczególne znaczenie polityczne. Jest to główny dzień wyborów parlamentarnych. To pierwsze wybory do Dumy Państwowej, czyli niższej izby rosyjskiego parlamentu, od rozpoczęcia pełnoskalowej rosyjskiej inwazji na Ukrainę w lutym 2022 roku.
Informacje o nocnym ataku pojawiły się więc dokładnie wtedy, gdy uwaga w Rosji miała skupiać się na głosowaniu. Nie ma jednak podstaw, by na podstawie dostępnych informacji przesądzać, że termin ataku został wybrany z powodu wyborów.
Kilka dni wcześniej Trump mówił o porozumieniu. Teraz płonie rafineria
Na początku tygodnia Donald Trump informował, że Ukraina i Rosja zgodziły się na powstrzymanie od ataków wymierzonych w obiekty infrastruktury energetycznej. Według jego deklaracji porozumienie miało obowiązywać obie strony.
Trump wcześniej krytykował ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie i mówił, że zwracał się do prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego o ich wstrzymanie. Kampania uderzeń w rosyjskie obiekty tego rodzaju trwa jednak od ponad roku.
Już we wtorek, dzień po ogłoszeniu przez Trumpa informacji o energetycznym rozejmie, rosyjskie siły zaatakowały stację benzynową i magazyny w Kijowie. W Rosji natomiast ataki rakietowe i dronowe uszkodziły między innymi obiekt przemysłowy oraz inne budynki.
Najważniejszy szczegół wyszedł na jaw nad ranem
To właśnie tutaj znajduje się sedno nocnych wydarzeń. W wyniku ataku dronów na Moskwę doszło do pożaru rafinerii w dzielnicy Kapotnia, położonej około 15 kilometrów od Kremla. Nad obiektem unosiły się widoczne z daleka kłęby czarnego dymu, a w sieci pojawiły się nagrania i fotografie pokazujące ogień.
Atak nastąpił w nocy z 19 na 20 września 2026 roku, tuż przed głównym dniem rosyjskich wyborów parlamentarnych i kilka dni po deklaracji Donalda Trumpa dotyczącej powstrzymania uderzeń w infrastrukturę energetyczną. To zestawienie faktów sprawia, że wydarzenia w Kapotni znalazły się w centrum uwagi.
Aktualizacja: Jak donosi BBC, w ataku zginęło dwóch Rosjan.
Obserwuj nas na Google







