Wszystko wydarzyło się przed południem na terenie suszarni zbóż w Osięcinach, w powiecie radziejowskim. Sytuacja szybko stała się poważna. Do walki z pożarem skierowano strażaków z dwóch powiatów, a nad zakładem pojawiła się ogromna kula ognia.

Najpierw jeden wybuch. Później sytuacja zaczęła zmieniać się błyskawicznie

Początek nie zapowiadał jeszcze pełnej skali zdarzenia. Na terenie suszarni znajdowali się między innymi mężczyźni zajmujący się serwisowaniem instalacji. Właśnie wtedy wydarzyło się coś, co uruchomiło serię dramatycznych zdarzeń.

Zobacz także:

Najpierw eksplodował jeden zbiornik z gazem. Na tym jednak się nie skończyło. Wkrótce problem objął kolejne zbiorniki znajdujące się na terenie zakładu.

Ostateczny bilans pokazuje, jak poważna była sytuacja. Spośród 12 zbiorników uszkodzonych zostało aż 10. Miały one pojemność od czterech do sześciu tysięcy metrów sześciennych.

Skutki były spektakularne. Nad terenem suszarni pojawiła się kula ognia sięgająca na kilkadziesiąt metrów wysokości. Wybuchów nie sposób było przeoczyć także poza samym zakładem.

Okoliczni mieszkańcy przekazywali, że eksplozje było słychać w promieniu kilku kilometrów. Z podobnej odległości można było również dostrzec ich skutki. W jednej chwili lokalne zdarzenie stało się czymś, co zwróciło uwagę całej okolicy.

Na miejsce ruszyły zastępy z dwóch powiatów

Alarm postawił na nogi strażaków. Do Osięcin skierowano łącznie 19 zastępów straży pożarnej z powiatu radziejowskiego i włocławskiego.

Na miejscu pojawiła się także Grupa Operacyjna Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej. Strażacy musieli mierzyć się nie tylko z tym, co już płonęło. Problem stanowiły również zbiorniki, których ogień jeszcze nie objął.

Dziesięć zbiorników płonęło. Pozostałe dwa trzeba było intensywnie chłodzić, aby nie doszło do kolejnych eksplozji. Właśnie ten element akcji miał ogromne znaczenie dla dalszego rozwoju sytuacji.

Każda kolejna eksplozja mogła bowiem powiększyć obszar objęty zdarzeniem. Strażacy skupili więc działania zarówno na gaszeniu ognia, jak i zabezpieczeniu tego, co jeszcze nie zostało uszkodzone.

Akcja trwała ponad trzy godziny. Dopiero po tym czasie można było mówić o ugaszeniu pożaru. Na jaw zaczęły wtedy wychodzić kolejne szczegóły dotyczące miejsca, w którym rozpoczęło się całe zdarzenie.

Ta część suszarni była nowa. Właśnie trwały przy niej prace

To jedna z najważniejszych informacji w całej sprawie. Część zakładu, w której doszło do eksplozji, nie prowadziła jeszcze normalnej działalności.

Była to nowa część suszarni, znajdująca się w trakcie rozruchu technologicznego. Serwisanci mieli sprawdzać, czy instalacja działa prawidłowo.

W suszarniach tego typu zboże, w tym między innymi kukurydza, jest suszone przy użyciu dużych palników. Do ich zasilania potrzebny jest gaz. To właśnie dlatego na terenie zakładu znajdowała się większa liczba zbiorników.

Tym razem instalacja dopiero przechodziła etap uruchamiania. To właśnie podczas prowadzonych tam prac doszło do pierwszej eksplozji, a później zdarzenia przybrały znacznie większą skalę.

Nie podano jednak szczegółowej przyczyny, która doprowadziła do pierwszego wybuchu. Wiadomo natomiast, że na miejscu znajdowali się serwisanci sprawdzający instalację.

Dwie osoby zostały poszkodowane

W zdarzeniu ucierpiało dwóch mężczyzn serwisujących zbiorniki z gazem. Jeden z nich doznał rozległych poparzeń. Drugi, według przekazanych informacji, był w szoku.

Obaj zostali przewiezieni do szpitala. Jednocześnie przekazano ważną wiadomość – życiu poszkodowanych nie zagrażało niebezpieczeństwo.

Przy tak dużej skali zdarzenia bilans mógł budzić ogromny niepokój. Dziesięć uszkodzonych zbiorników, wysoka kula ognia oraz eksplozje słyszalne z dużej odległości sprawiły, że sytuacja wyglądała niezwykle poważnie.

Poza dwoma serwisantami nikt jednak nie został poszkodowany. Nie stwierdzono również skażenia środowiska.

Wybuch nastąpił niedaleko Osięcin. W pobliżu znajduje się szkoła

Do eksplozji doszło w rejonie znajdującym się blisko skrzyżowania drogi krajowej numer 62 z drogą wojewódzką numer 267.

Około dwóch kilometrów od tego miejsca znajduje się zespół szkolno-przedszkolny oraz zabudowania Osięcin. Potężny huk wywołał więc niepokój także wśród osób znajdujących się poza zakładem.

Dzieci przebywające w szkole zostały otoczone opieką nauczycieli, dyrektora oraz psychologów. Odwozy miały odbywać się zgodnie z harmonogramem.

Rodzice, którzy chcieli wcześniej odebrać dzieci, mogli przyjechać do placówki i je zabrać. Informacja była istotna szczególnie w pierwszych godzinach po zdarzeniu, gdy mieszkańcy widzieli skutki eksplozji i czekali na kolejne komunikaty.

Kula ognia była widoczna z daleka

To właśnie skala eksplozji sprawiła, że zdarzenie trudno było ograniczyć wyłącznie do terenu zakładu. Mieszkańcy okolicy słyszeli huk, a nad suszarnią można było dostrzec efekty pożaru.

Kula ognia sięgała na kilkadziesiąt metrów. Przyczyną takiego obrazu były eksplozje zbiorników z gazem.

Najpierw uszkodzony został jeden z nich. Później liczba wzrosła do dziesięciu. Strażacy stanęli więc przed zadaniem ugaszenia już płonących zbiorników i jednoczesnej ochrony dwóch ostatnich.

To właśnie chłodzenie tych dwóch zbiorników było jednym z kluczowych elementów akcji. Służby chciały zapobiec dalszym eksplozjom.

Walka z ogniem nie zakończyła się szybko. Działania na miejscu trwały ponad trzy godziny, zanim pożar został ugaszony.

Strażacy walczyli o dwa ostatnie zbiorniki

W miarę pojawiania się kolejnych informacji obraz sytuacji stawał się coraz bardziej czytelny. Na terenie zakładu znajdowało się 12 zbiorników, a eksplozje i pożar uszkodziły 10 z nich.

Pozostałe dwa znajdowały się w bezpośrednim sąsiedztwie zdarzenia. Strażacy chłodzili je, by nie dopuścić do powtórzenia scenariusza z wcześniejszych minut.

Skala sił wysłanych na miejsce pokazuje, jak wymagająca była akcja. Dziewiętnaście zastępów pochodziło z dwóch powiatów. Do tego dołączyła Grupa Operacyjna Komendy Wojewódzkiej PSP.

Działania wymagały czasu, ale przyniosły efekt. Pożar udało się ugasić, a dwa pozostałe zbiorniki nie dołączyły do dziesięciu uszkodzonych.

Wszystko wydarzyło się podczas rozruchu technologicznego

Informacja o tym, że instalacja nie działała jeszcze w zwykłym trybie, nadaje całej sprawie dodatkowy kontekst. Nie był to typowy dzień pracy tej części zakładu.

Nowy fragment suszarni był właśnie uruchamiany. Serwisanci mieli sprawdzać jego sprawność. To podczas tych czynności doszło do eksplozji.

Dokładna przyczyna zdarzenia nie została wskazana w przekazanych informacjach. Nie wiadomo więc, co konkretnie doprowadziło do pierwszego wybuchu.

Wiadomo natomiast, że po nim sytuacja rozwinęła się bardzo szybko. Jeden uszkodzony zbiornik nie był końcem zdarzenia. Ostatecznie problem dotknął dziesięciu z dwunastu zbiorników znajdujących się na terenie instalacji.

Po ponad trzech godzinach nadeszła najważniejsza wiadomość

Mimo widowiskowej kuli ognia, kolejnych eksplozji i ogromnego zaangażowania służb, sytuację udało się opanować. Po ponad trzech godzinach pożar został ugaszony.

Dla mieszkańców oznaczało to koniec najbardziej nerwowej części zdarzenia. Wcześniej huk oraz widoczne z daleka skutki eksplozji sprawiły, że informacje z terenu suszarni szybko obiegły okolicę.

Ostatecznie poszkodowane zostały dwie osoby. Obaj mężczyźni trafili do szpitala, jednak według przekazanych informacji ich życie nie było zagrożone.

Poza nimi nikt nie ucierpiał. Nie doszło też do skażenia środowiska.

Na terenie zakładu pozostały jednak skutki wydarzeń, które rozpoczęły się od jednego wybuchu i w krótkim czasie doprowadziły do uszkodzenia większości znajdujących się tam zbiorników.

To właśnie liczby najlepiej pokazują skalę tego, co wydarzyło się przed południem w Osięcinach – 12 zbiorników, 10 uszkodzonych, 19 zastępów straży pożarnej i ponad trzy godziny walki z ogniem.

Najważniejszy pozostaje jednak bilans dotyczący ludzi. Pomimo skali eksplozji poza dwoma serwisantami nikt więcej nie został poszkodowany, a strażakom udało się zatrzymać ogień, zanim objął dwa ostatnie zbiorniki.