Niepokojące plotki 

W Lublinie zrobiło się głośno o oświadczeniach, które zachęcają rodziców do sprzeciwiania się szkolnym ćwiczeniom ewakuacyjnym. Ich autorzy sugerują, że w razie poważnego zagrożenia uczniowie mogliby zostać zabrani z placówek i przewiezieni w nieznane miejsca nawet na kilka dni. To właśnie ta informacja wywołała pytania i obawy.

Zobacz także:

Sprawa nie skończyła się wyłącznie na internetowych dyskusjach. Do Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 4 w Lublinie wpłynęło już jedno pismo zawierające sprzeciw. Dyrektor Krzysztof Szulej przyznał także, że kilkoro rodziców zwróciło się do szkoły po wyjaśnienia. Chcieli przede wszystkim upewnić się, czy krążące informacje są prawdziwe.

- To są pojedyncze głosy, ale dobiegają do nas. Jedno pismo z takim sprzeciwem zostało złożone w szkole. Wytłumaczyłem, że takich planów nie ma. Kilkoro rodziców pytało o tę sprawę, ale nie z tego powodu, że uważali, że jest to prawda, ale chcieli się upewnić - powiedział dyrektor Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 4 w Lublinie Krzysztof Szulej w rozmowie z TOK FM. 

Odpowiedź dyrekcji jest jednoznaczna. Nie istnieją plany wywożenia uczniów ze szkół na kilka dni. Placówki otrzymały wręcz zalecenia, by w sytuacji zagrożenia wyznaczać miejsca doraźnego schronienia wewnątrz budynków. Takie wskazówki pojawiły się po dużej ewakuacji przeprowadzonej 17 września.

Wiceprezydent Lublina zabrał głos. Stanowcza reakcja na pogłoski

Do sprawy odniósł się również Mariusz Banach, wiceprezydent Lublina odpowiedzialny za oświatę i wychowanie. Samorządowiec zdecydowanie zaprzeczył sugestiom, jakoby w przypadku zagrożenia z powietrza planowano wywożenie dzieci poza szkoły. Zwrócił przy tym uwagę na rosnący problem fałszywych informacji.

- Absolutnie nikt by nigdy nie wpadł na pomysł, żeby w sytuacji zagrożenia atakiem z powietrza wywozić dzieci ze szkoły. Mamy świadomość, że tych fake newsów będzie coraz więcej. Jeżeli ktoś wysyła na nas bomby, to tym bardziej zakładamy, że wysyła różne kłamliwe informacje - mówi. 

Banach ostrzegł, że społeczeństwo musi być przygotowane nie tylko na sytuacje kryzysowe, lecz także na próby wprowadzania ludzi w błąd. Zapewnił, że dzieci nie będą nigdzie wywożone. Podobne stanowisko przedstawiły Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Ministerstwo Edukacji Narodowej. MSWiA i MEN podkreślają, że uczniowie w czasie ewakuacji pozostają pod opieką szkoły i w budynku, gdzie są bezpieczni.

Rodzice mogą popełnić poważny błąd. Dyrektor ostrzega przed takim zachowaniem

Przedstawiciele szkół zwracają uwagę na jeszcze jeden problem. W razie alarmu dotyczącego zagrożenia z powietrza rodzice nie powinni przyjeżdżać po dzieci, by natychmiast zabrać je do domu. Według szkolnych zaleceń bezpieczniejszym rozwiązaniem jest pozostanie w odpowiednio wyznaczonym miejscu wewnątrz budynku.

Krzysztof Szulej tłumaczy, że masowe pojawienie się opiekunów mogłoby doprowadzić do chaosu. W kierowanej przez niego placówce przebywa około 700 uczniów, a w osobnym budynku przedszkola kolejnych 300 dzieci. Sprawne wykonanie poleceń personelu ma w takich warunkach ogromne znaczenie.

Szkoły mają już konkretne procedury. Tak ma wyglądać ochrona uczniów

Jak wyjaśnia Agnieszka Mroczek, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 3 w Lublinie, na wypadek zagrożenia przygotowano konkretne zasady działania. Uczniowie mają gromadzić się na najniższej kondygnacji budynku, a za poszczególne klasy odpowiadają wychowawcy. Szkoła dysponuje też megafonem do przekazywania komunikatów.

Przewidziano również pomoc psychologiczno-pedagogiczną dla dzieci, które mogą odczuwać silny lęk. Nauczyciele mają uspokajać uczniów i czekać z nimi na odwołanie alarmu. Najważniejsza wiadomość dla rodziców pozostaje niezmienna: pogłoski o planowanym wywożeniu dzieci ze szkół nie znajdują potwierdzenia.