Atak rozegrał się w miejscu, które dla wielu osób kojarzyło się przede wszystkim ze spokojem. W czwartek 24 września rano na terenie opactwa w Jarosławiu pojawił się mężczyzna z nożem. Chwilę później rozpoczął się dramat. Policja zatrzymała 31-letniego obywatela Ukrainy.
Dramat w Jarosławiu. Wszystko zaczęło się w kawiarence
Do ataku doszło na terenie Ośrodka Formacji Kultury Chrześcijańskiej, w części opactwa przeznaczonej dla księży. Według informacji policji poszkodowanych zostało pięć osób – czterech mężczyzn i jedna kobieta. Jednej z nich nie udało się uratować.
Zobacz także:
Przełożona benedyktynek siostra Barbara Dendor przekazała, że pierwsze dramatyczne wydarzenia rozegrały się w kawiarence. Jedna z osób zdołała uciec i próbowała zamknąć drzwi prowadzące do kościoła. Napastnik znalazł jednak inne przejście.
Sytuacja rozwijała się błyskawicznie. Na miejsce wezwano służby, a napastnik został zatrzymany. Teren opactwa zabezpieczono i rozpoczęto czynności, które mają pomóc w ustaleniu dokładnego przebiegu wydarzeń oraz motywu działania 31-latka.
Lekarze walczyli o poszkodowanych. Jednego mężczyzny nie udało się uratować
Część rannych trafiła do Centrum Opieki Medycznej w Jarosławiu. Stan kilku osób był bardzo poważny. Dyrektor szpitala Łukasz Jerema potwierdził Wirtualnej Polsce, że jeden z pacjentów zmarł na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym.
Mężczyzna miał liczne obrażenia klatki piersiowej i brzucha. Doszło do zatrzymania krążenia, a podjęta reanimacja nie przyniosła rezultatu. Dwaj kolejni poszkodowani wymagali operacji. Oni również odnieśli poważne obrażenia.
Z relacji przełożonej benedyktynek wynikało, że wśród poszkodowanych było kilku kapłanów. Siostra Barbara Dendor informowała również o bardzo ciężkim stanie księdza Marka, dyrektora Ośrodka Formacji Kultury Chrześcijańskiej.
Napastnik miał być zupełnie obcy. Wspólnota straciła poczucie bezpieczeństwa
Według przełożonej benedyktynek zatrzymany mężczyzna nie był osobą znaną wspólnocie. Zakonnica podkreślała, że wcześniej go nie znano. Śledczy mają teraz ustalić, dlaczego pojawił się w tym miejscu i co doprowadziło do dramatycznego ataku.
Wydarzenia szczególnie mocno wstrząsnęły osobami związanymi z opactwem. Przy klasztorze działa również przedszkole, dlatego po pojawieniu się informacji o ataku zaniepokoili się także rodzice. Przełożona zapewniała jednak, że dzieci są bezpieczne, a główne wydarzenia rozegrały się w innej części kompleksu.
Na miejscu pojawili się policjanci, a także burmistrz i wojewoda. Dla wspólnoty nie oznaczało to jednak szybkiego powrotu do normalności. Siostra Barbara przyznała, że po tym, co wydarzyło się w Jarosławiu, osoby związane z opactwem nie czują się już bezpiecznie.
Dopiero relacja siostry ujawniła, kim była śmiertelna ofiara
Najbardziej poruszający szczegół pojawił się jednak w relacji przełożonej benedyktynek. Zmarłym mężczyzną był jeden z kapłanów posługujących przy tamtejszym kościele. To właśnie on znalazł się naprzeciw napastnika w chwili, gdy sytuacja stawała się coraz bardziej niebezpieczna.
Nie ograniczył się jednak do próby ucieczki. Według relacji siostry Barbary Dendor kapłan rzucił się na uzbrojonego mężczyznę, próbując go powstrzymać. Podjął interwencję w chwili, gdy napastnik przemieszczał się po obiekcie po pierwszym ataku w kawiarence.
Kapłan został wówczas ciężko ranny. Trafił do szpitala, ale mimo wysiłków personelu medycznego jego życia nie udało się uratować. To właśnie ten element relacji pokazuje, że zmarł po tym, jak zdecydował się stanąć naprzeciw człowieka uzbrojonego w nóż.
Dramatyczna historia nabiera przez to jeszcze mocniejszego wymiaru. W chwili bezpośredniego zagrożenia kapłan próbował zatrzymać napastnika. Ta próba kosztowała go życie. Pozostałych rannych objęto pomocą medyczną, a policja zatrzymała podejrzanego. Śledztwo ma wyjaśnić motyw i dokładny przebieg wydarzeń, które 24 września wstrząsnęły Jarosławiem.
Obserwuj nas na Google







