Jesień to dla właścicieli ogrodów czas liści i resztek roślinnych, ale w tym roku dla części z nich oznacza także możliwość wizyty kontrolera. Urzędnicy chcą sprawdzić, czy ulga wpisana w deklaracji śmieciowej ma pokrycie w rzeczywistości.
Urzędnik może pojawić się na posesji. Będzie sprawdzał nie tylko jedną rzecz
Kontrole dotyczą właścicieli domów jednorodzinnych, którzy korzystają z ulgi kompostownikowej. W zamian za samodzielne zagospodarowanie bioodpadów płacą mniej za odbiór śmieci. Teraz gminy mogą sprawdzić, czy mieszkańcy rzeczywiście wywiązują się ze swojej deklaracji.
Zobacz także:
Termin nie jest przypadkowy. Jesienią w ogrodach pojawia się szczególnie dużo liści i innych pozostałości roślinnych. Łatwiej więc ustalić, czy bioodpady rzeczywiście trafiają do kompostownika, czy urządzenie stoi na działce wyłącznie po to, aby właściciel mógł korzystać ze zniżki.
Kontrolę przeprowadza pracownik gminy posiadający pisemne upoważnienie wójta, burmistrza lub prezydenta miasta. Podczas wizyty może sprawdzić nie tylko obecność samego kompostownika, ale również sposób jego wykorzystywania i to, gdzie faktycznie trafiają bioodpady.
Mogą zrobić zdjęcia. Na koniec powstaje ważny dokument
Wizyta nie musi skończyć się na krótkich oględzinach ogrodu. Kontroler może sporządzić dokumentację fotograficzną, która będzie dowodem w sprawie. Z przeprowadzonych czynności powstaje również protokół.
Problem pojawia się także wtedy, gdy właściciel posesji nie chce dopuścić urzędnika do kontroli. Odmowa nie sprawia, że sprawa znika. Jest traktowana tak jak brak kompostowania i może doprowadzić do utraty przyznanej wcześniej ulgi.
Jeżeli gmina stwierdzi nieprawidłowości, może cofnąć zniżkę. Co istotne, zmiana działa od pierwszego dnia miesiąca, w którym wykryto problem. Na szybki powrót do niższej opłaty również nie ma co liczyć.
Przez pół roku od momentu, gdy decyzja stanie się prawomocna, właściciel nie może ponownie ubiegać się o ulgę. W tym okresie musi płacić pełną stawkę za odbiór odpadów. Dopiero później może złożyć nową deklarację.
Sam kompostownik nie oznacza dodatkowej papierologii
Dobra wiadomość dotyczy osób, które dopiero planują postawić niewielki kompostownik przy domu. Na prywatnej działce zabudowanej domem jednorodzinnym nie trzeba uzyskiwać pozwolenia na budowę ani dokonywać zgłoszenia.
W przypadku popularnych kompostowników o pojemności do 10 m³ przepisy nie wyznaczają też minimalnej odległości od granicy działki czy okien. Nie oznacza to jednak całkowitej swobody. Instalacja nie powinna powodować nadmiernych uciążliwości dla sąsiadów, a dodatkowe zasady może określać lokalny regulamin utrzymania czystości.
Inaczej wygląda sytuacja przy dużych zbiornikach od 10 do 50 m³. Wtedy znaczenie mają konkretne odległości – co najmniej 7,5 metra od granicy działki oraz 30 metrów od okien i drzwi budynków mieszkalnych.
Najbardziej bolesna konsekwencja wychodzi na jaw dopiero na końcu
Jesienne kontrole mają więc bardzo konkretny cel. Gmina chce ustalić, czy osoba pobierająca ulgę rzeczywiście kompostuje bioodpady. Sama deklaracja, a nawet stojący w ogrodzie pojemnik, nie przesądzają jeszcze o pozytywnym wyniku kontroli.
I właśnie tutaj pojawia się najważniejsza informacja dla właścicieli posesji. Jeśli ktoś zadeklarował kompostownik, którego w rzeczywistości nie ma, nie korzysta z niego zgodnie z deklaracją albo blokuje kontrolę, konsekwencje mogą wykroczyć daleko poza utratę zniżki. Grozi za to grzywna, której górna granica wynosi aż 5000 zł.
Obserwuj nas na Google







