Rodzinny odcinek jesiennej edycji programu od początku zapowiadał się inaczej niż zwykle. Zamiast klasycznych duetów widzowie oglądali tercety, w których gwiazdom i ich tanecznym partnerom towarzyszyły bliskie osoby. To jednak dopiero finał wieczoru przyniósł największą niespodziankę.

Rodziny wkroczyły na parkiet. Emocje pojawiły się od pierwszych występów

Rywalizacja w "Tańcu z Gwiazdami" wchodzi w coraz bardziej wymagającą fazę. Po wcześniejszym pożegnaniu Karoliny Baran i Kacpra Rutki pozostałe pary musiały ponownie zmierzyć się z ocenami jurorów oraz głosami telewidzów. Tym razem zasady występów zostały jednak urozmaicone przez udział najbliższych uczestników.

Zobacz także:

Na parkiecie pojawiła się między innymi Helena Englert, której podczas występu towarzyszył ojciec Jan Englert. Marta Mandaryna Wiśniewska zaprosiła do tańca syna Xaviera, a Dominik Rupiński wystąpił razem ze swoją babcią Aldoną. Rodzinne zestawienia od początku nadały odcinkowi wyjątkowo osobisty charakter.

Nie były to jedyne niespodzianki przygotowane tego wieczoru. Izabela Kuna pojawiła się z córką Nadią, Piotr Gumulec zatańczył z bratem Bartoszem, a Jasper Sołtysiewicz wystąpił z siostrą Kaliną. Każda z tych osób musiała odnaleźć się w zupełnie nowej sytuacji i wejść na parkiet obok uczestników walczących o pozostanie w programie.

Do rodzinnego grona dołączyli także partnerzy i inni krewni gwiazd. Krzysztofowi Kwiatkowskiemu towarzyszyła partnerka Zofia, Dominik Smaruj zatańczył z żoną Urszulą, natomiast Joanna Jędrzejczyk pojawiła się na parkiecie ze szwagrem Krzysztofem. Tego wieczoru rywalizacja wyraźnie zeszła na chwilę na drugi plan, a centrum uwagi zajęły rodzinne relacje.

Jurorzy byli wyrozumiali, ale moment prawdy i tak musiał nadejść

Obecność bliskich sprawiła, że niedzielny odcinek różnił się od typowej walki o kolejne miejsce w show. Jurorzy podchodzili do technicznych potknięć bardziej wyrozumiale, jednak nie oznaczało to rezygnacji z ocen. Punkty wciąż miały znaczenie, a po zakończeniu występów powstała tabela, która miała zdecydować o dalszych losach uczestników.

Do not jurorów dołączono głosy oddane przez telewidzów. Właśnie wtedy atmosfera zaczęła się gwałtownie zmieniać. Rodzinne wzruszenia ustąpiły miejsca napięciu, bo uczestnicy stanęli przed perspektywą kolejnego pożegnania. Po poprzedniej eliminacji nikt nie mógł mieć pewności, czy za chwilę nie usłyszy swojego nazwiska.

W studiu przyszedł w końcu moment, na który czekali uczestnicy i widzowie. Prowadzący mieli ogłosić werdykt, a wszystko wskazywało na to, że jedna z par zakończy właśnie swoją przygodę z programem. Wtedy wydarzenia przybrały zupełnie nieoczekiwany obrót.

Nagły zwrot w "Tańcu z Gwiazdami". Nikt nie musiał pakować walizek

Produkcja przygotowała dla uczestników prezent związany z rodzinnym charakterem odcinka. 4 października 2026 roku żadna z rywalizujących par nie została wyeliminowana z "Tańca z Gwiazdam"i. Informacja oznaczała, że wszyscy uczestnicy mogli pozostać w programie przynajmniej przez kolejny tydzień.

Nie oznacza to jednak, że zdobyte tego wieczoru punkty straciły znaczenie. Wyniki zostały zachowane i przejdą na następny odcinek. Tym samym to, co dla uczestników było chwilą ulgi, natychmiast zamieniło się w zapowiedź jeszcze trudniejszej rywalizacji.

Stawka następnego odcinka będzie bowiem znacznie wyższa. Zgodnie z informacją przekazaną w programie wtedy z marzeniami o Kryształowej Kuli mają pożegnać się aż dwie pary. Uczestnicy zyskali więc dodatkowy tydzień w show, ale jednocześnie znaleźli się przed znacznie bardziej wymagającym werdyktem.