Małgorzata, była żona Jacka Jaworka, przedstawiła swoją historię w rozmowie z TVN24. Wróciła pamięcią do rozpadu małżeństwa, strachu o rodzinę oraz wydarzeń poprzedzających tragedię z lipca 2021 roku. Z jej relacji wynika, że obawy narastały przez długi czas.
Była żona Jacka Jaworka przerwała milczenie
Małgorzata i Jacek Jaworek pobrali się w 1996 roku i mieli dzieci. Jak wynika ze wspomnień byłej żony mężczyzny, początek związku nie zapowiadał późniejszych problemów. Z biegiem czasu sytuacja miała jednak stawać się coraz trudniejsza, a w domu dochodziło do awantur. Małżeństwo zakończyło się rozwodem w 2018 roku.
Zobacz także:
Kobieta nie ukrywa, że dziś bardzo krytycznie ocenia byłego męża. Według jej relacji Jaworek wyjątkowo źle przyjmował sprzeciw, szczególnie ze strony kobiet. Wspomina również zachowania, które miały sprawiać, że czuła się poniżana i coraz mniej bezpieczna we własnym otoczeniu.
Mój były mąż stał przed telewizorem z piwem w ręku. I słyszę nagle jego tekst przy dzieciach do mnie. Że dobrze, że mam psa. Że teraz jeszcze jest mały, ale później, jak dorośnie, to mi będzie robił dobrze – czytamy.
Rozwód nie oznaczał dla niej końca niepokoju. Małgorzata twierdzi, że po rozstaniu były mąż kierował wobec niej groźby. Z czasem zaczęła obawiać się nie tylko o siebie, ale również o swoich bliskich. Ten lęk, jak dziś opowiada, nie minął wraz z zakończeniem małżeństwa.
Mówił, że mi nie odpuści. Później groził, że nas powybija. Bałam się, że nas zabije – wspomina.
Jacek Jaworek budził niepokój jeszcze przed zbrodnią
W czerwcu 2021 roku, zaledwie kilka tygodni przed tragedią w Borowcach, Jaworek pojawił się przed blokiem swojej byłej żony. Małgorzata wiedziała od jego rodziny, że miał wozić w samochodzie wiatrówkę. Zaniepokojona zadzwoniła na policję i poinformowała dyżurnego o swoich obawach.
Według przedstawionej przez nią relacji patrol nie został wtedy wysłany. Powodem miało być to, że nie doszło do wykroczenia. Dla Małgorzaty nie był to jednak zwykły incydent. Twierdzi, że wcześniejsze doświadczenia sprawiały, iż możliwość pojawienia się byłego męża odbierała jako realne zagrożenie.
O problemach związanych z Jaworkiem miały wiedzieć także inne osoby. Mężczyzna wcześniej przebywał w więzieniu za niepłacenie alimentów. Po jego wyjściu kuratorka miała zapytać Małgorzatę, czy były mąż może ponownie z nią zamieszkać. Jej reakcja była jednoznaczna:
Płakałam podczas tej rozmowy. Mówiłam też, że nie powinien wracać na Borowce. Tłumaczyłam, że są tam dzieci, dokładnie w tym samym wieku, co moje, i że jeśli wróci do tego domu, będzie wielkie zagrożenie.
Była żona Jaworka ostrzegała żonę jego brata. Kilka dni później wydarzyła się tragedia
Kiedy Małgorzata dowiedziała się, że Jacek Jaworek zamieszkał u swojego brata Janusza i jego żony Justyny w Borowcach, skontaktowała się ze kobietą. Jak dziś wspomina, próbowała przekonać ją, by wraz z dziećmi opuściła dom.
Ostrzegałam ją, że psychicznie ich wykończy. Przyznała, że już zaczął. Powiedziałam: "Justynka, zabieraj dzieci i uciekaj stamtąd." Przeczuwałam, że może wydarzyć się coś strasznego - wyznała.
Z relacji byłej żony wynika, że Justyna również sygnalizowała już wtedy poważne problemy. Na początku lipca 2021 roku, tydzień przed tragedią, napisała skargę dotyczącą przebiegu policyjnej interwencji po domowej awanturze. Wskazywała w niej, że obawia się rodzinnej tragedii.
Skarga nie trafiła jednak wówczas do prokuratury. Justyna planowała złożyć ją tydzień później. Nie zdążyła. W nocy z 9 na 10 lipca 2021 roku w Borowcach zginęli brat Jacka Jaworka, jego żona oraz ich syn. Za ich śmierć odpowiadał Jacek Jaworek.
Dwa dni przed tragedią Janusz i Justyna Jaworkowie składali zeznania na komisariacie. Po wydarzeniach w Borowcach Małgorzata krytycznie oceniała działania policji. Jej zdaniem wcześniejsze zgłoszenia i sygnały dotyczące zachowania byłego męża powinny były wywołać zdecydowaną reakcję.
Trzyletnia obława za Jackiem Jaworka
Po wydarzeniach w Borowcach Jacek Jaworek zniknął. Rozpoczęły się jego poszukiwania, a sprawa przez kolejne lata pozostawała jedną z najbardziej głośnych w Polsce. W tym samym czasie była żona i jej bliscy musieli zmierzyć się z dodatkowym ciężarem.
Małgorzacie i jej rodzinie zalecono, aby nie wychodzili z domu. Kobieta zdecydowała się również zmienić nazwisko. Jak wynika z jej obecnej relacji, przez trzy lata towarzyszyła jej obawa, że ukrywający się były mąż może któregoś dnia pojawić się ponownie.
Taki stan trwał aż do lipca 2024 roku. W Dąbrowie Zielonej odnaleziono wówczas ciało Jacka Jaworka. Badania potwierdziły jego tożsamość, a według ustaleń śledczych mężczyzna wcześniej ukrywał się w domu swojej ciotki.
Śledczy postawili kobiecie zarzut utrudniania postępowania karnego poprzez ukrywanie poszukiwanego. Tym samym zakończył się kilkuletni okres poszukiwań Jaworka, ale historia osób związanych z wydarzeniami w Borowcach nie dobiegła końca.
Obserwuj nas na Google





