Spotkanie długo nie chciało wejść na najwyższe obroty. Polacy próbowali znaleźć drogę do bramki rywali, Rumuni skutecznie się bronili, a bezbramkowy wynik nie znikał z tablicy. Wtedy w centrum wydarzeń znalazł się Robert Lewandowski.

Lewandowski wrócił do składu i nagle zrobiło się gorąco

Mecz z Rumunią był dla reprezentacji Polski niezwykle ważny. Po dwóch kolejkach Ligi Narodów Biało-Czerwoni mieli na koncie tylko jeden punkt. Najpierw bezbramkowo zremisowali z Bośnią i Hercegowiną, a później przegrali ze Szwecją 1:3. Jedyną bramkę dla Polski w tym drugim spotkaniu zdobył Sebastian Szymański.

Zobacz także:

Jeszcze trudniejszą sytuację mieli Rumuni. Ich zespół rozpoczął rozgrywki od porażki 1:2 ze Szwecją, a następnie uległ Bośni i Hercegowinie 2:4. Przed spotkaniem na PGE Narodowym pozostawał więc bez punktu. Obie drużyny miały powody, by od pierwszych minut szukać wyniku.

Dużo uwagi przed meczem poświęcano Robertowi Lewandowskiemu. W poprzednim spotkaniu ze Szwecją kapitan reprezentacji Polski rozpoczął na ławce rezerwowych i wszedł na murawę dopiero w drugiej połowie. Tym razem Jan Urban podjął inną decyzję i wystawił doświadczonego napastnika od pierwszej minuty.

Polska i Rumunia spotkały się przy tym ponownie po ponad dziewięciu latach. Poprzedni bezpośredni mecz tych reprezentacji odbył się w 2017 roku na PGE Narodowym. Biało-Czerwoni zwyciężyli wtedy 3:1, a wszystkie trzy bramki dla gospodarzy zdobył właśnie Lewandowski.

Długo nie działo się nic. Potem jedna akcja wywróciła mecz

Początek piątkowego spotkania nie przyniósł kibicom serii wielkich emocji. Wynik długo pozostawał bezbramkowy, a Polacy szukali sposobu na sforsowanie rumuńskiej defensywy. Na boisku brakowało momentu, który całkowicie zmieniłby obraz gry.

Taki moment w końcu nadszedł. Lewandowski otrzymał piłkę w polu karnym, a po chwili doszło do starcia z zawodnikiem Rumunii. Sędzia uznał, że napastnik reprezentacji Polski został nieprzepisowo zatrzymany i wskazał na jedenasty metr.

To jednak nie był koniec decyzji arbitra. Rumuński zawodnik zobaczył również czerwoną kartkę. W ciągu kilku chwil spokojne wcześniej spotkanie zmieniło się nie do poznania. Polska dostała szansę na objęcie prowadzenia z rzutu karnego, a przeciwnicy musieli kontynuować grę w osłabieniu.

Decyzja sędziego wywołała duże emocje. Według relacji z trybun kibice byli zaskoczeni szczególnie czerwoną kartką, ponieważ samo przewinienie nie wyglądało na wyjątkowo ostre. Arbiter nie zmienił jednak swojej decyzji i przed Lewandowskim pojawiła się ogromna szansa.

Na jedenastym metrze Lewandowski. W bramce zawodnik Legii Warszawa

Kapitan reprezentacji Polski wziął piłkę i podszedł do rzutu karnego. Po drugiej stronie stanął Otto Hindrich. Dla polskich kibiców ten pojedynek miał dodatkowy wymiar, ponieważ rumuński bramkarz jest zawodnikiem Legii Warszawa.

Hindrich dołączył do warszawskiego klubu w styczniu 2026 roku. Wcześniej występował w CFR Cluj. Teraz na PGE Narodowym musiał zmierzyć się z jednym z najbardziej doświadczonych zawodników polskiej kadry w sytuacji, w której każdy ruch mógł zdecydować o wyniku.

Lewandowski zachował spokój. Wykorzystał rzut karny i dał Polsce prowadzenie 1:0. Bramkarz Legii nie zdołał zatrzymać strzału kapitana Biało-Czerwonych, a trybuny otrzymały wreszcie moment, na który czekały od początku spotkania.

Cała sytuacja miała jeszcze większy ciężar ze względu na to, co wydarzyło się wcześniej. Lewandowski nie tylko zdobył bramkę. To właśnie po akcji z jego udziałem arbiter podyktował jedenastkę oraz pokazał zawodnikowi Rumunii czerwoną kartkę. Jedno wejście w pole karne całkowicie zmieniło układ meczu.

Urban tym razem zaufał kapitanowi od początku

Jeszcze kilka dni wcześniej obraz był zupełnie inny. W spotkaniu ze Szwecją Lewandowski nie znalazł się w podstawowym składzie. Jan Urban zdecydował wtedy, że kapitan rozpocznie na ławce i pojawi się na boisku dopiero po przerwie.

Przeciwko Rumunii selekcjoner postawił na niego od pierwszej minuty. Gdy mecz długo pozostawał zamknięty, to właśnie doświadczony napastnik znalazł się w środku akcji, która dała Polsce przewagę. Najpierw wywalczył rzut karny, a później sam zamienił go na bramkę.

Dla reprezentacji walczącej o poprawę sytuacji w Lidze Narodów był to wyjątkowo ważny moment. Po słabym początku rozgrywek Polska potrzebowała punktów, a przy wyniku 0:0 presja rosła z każdą kolejną minutą.

Po trafieniu Lewandowskiego sytuacja zmieniła się diametralnie. Biało-Czerwoni mieli prowadzenie 1:0, natomiast Rumunia została zmuszona do gry w dziesięciu. Na PGE Narodowym zrobiło się znacznie bardziej nerwowo i emocjonująco niż jeszcze chwilę wcześniej.

Dziewięć lat później Lewandowski znów dał Rumunom o sobie znać

Spotkanie miało również symboliczny wymiar. Gdy Polska poprzednio mierzyła się z Rumunią na PGE Narodowym w 2017 roku, Lewandowski zdobył wszystkie trzy gole w wygranym 3:1 meczu. Po ponad dziewięciu latach znów znalazł sposób na bramkę tego rywala.

Tym razem wszystko wydarzyło się po rzucie karnym. Najpierw długo utrzymywało się 0:0, później nastąpiła akcja Lewandowskiego w polu karnym, decyzja sędziego, czerwona kartka i wreszcie strzał z jedenastego metra.

Jeszcze przed tą sytuacją mecz mógł sprawiać wrażenie spotkania, w którym na przełom trzeba będzie czekać bardzo długo. Kilkadziesiąt sekund wystarczyło jednak, by układ sił na murawie całkowicie się zmienił.