Jesienny weekend znów przyniesie zamieszanie z zegarkami, telefonami i godziną snu. Jednocześnie coraz wyraźniej widać, że obecny system nie musi zostać z nami na zawsze. W Polsce trwa procedowanie projektu przewidującego całoroczny czas letni.

Tej jesieni zegarki jeszcze pójdą w ruch. Wielka zmiana wciąż jest przed nami

Osoby liczące na to, że w 2026 roku nie trzeba będzie już niczego przestawiać, muszą uzbroić się w cierpliwość. Pod koniec października Polska nadal przejdzie z czasu letniego na zimowy. Zegarki zostaną cofnięte z godziny 3:00 na 2:00, a więc tej nocy formalnie zyskamy dodatkową godzinę.

Zobacz także:

Obecne zasady wynikają z przepisów regulujących wprowadzanie i odwoływanie czasu letniego. Jednocześnie zarówno w Polsce, jak i na poziomie Unii Europejskiej od kilku lat wraca temat całkowitego odejścia od półrocznego przesuwania wskazówek. Na razie ostateczna decyzja, która zakończyłaby ten system, nie zapadła.

To właśnie dlatego tegoroczna zmiana przyciąga tak dużo uwagi. Z jednej strony wszystko odbędzie się jeszcze według dobrze znanego schematu. Z drugiej, w Sejmie znajduje się projekt, który przewiduje zupełnie inny model funkcjonowania czasu urzędowego w Polsce.

Na stole leży całoroczny czas letni. Projekt czeka na kolejny etap

Projekt złożony 2 kwietnia 2025 roku przez Polskie Stronnictwo Ludowe – Trzecią Drogę zakłada likwidację sezonowej zmiany czasu i ustanowienie przez cały rok czasu letniego środkowoeuropejskiego UTC+2. Gdyby takie rozwiązanie weszło w życie, jesienne cofanie zegarków przestałoby być potrzebne.

Sprawa nie jest jednak przesądzona. Zgodnie z informacjami zawartymi w materiale źródłowym projekt oczekuje na kolejny etap prac w Komisji Gospodarki i Rozwoju, a termin posiedzenia nie został wyznaczony. Oznacza to, że nie ma dziś podstaw, by ogłaszać koniec zmiany czasu jako przesądzony fakt.

Wcześniej projekt przeszedł konsultacje społeczne. Wzięło w nich udział 812 osób, a przedstawione opinie pokazały wyraźny podział. Część uczestników popierała pozostanie przy czasie letnim przez cały rok, inni wskazywali, że naturalniejszym rozwiązaniem dla Polski byłby stały czas zimowy.

Najwięcej emocji wywołuje właśnie wybór jednej godziny na wszystkie miesiące. Stały czas letni oznaczałby więcej światła po południu zimą, ale jednocześnie późniejsze wschody słońca. Przeciwnicy takiego rozwiązania zwracali uwagę między innymi na ciemne poranki i możliwe problemy organizacyjne.

Bruksela też chce ruszyć z miejsca. Temat ciągnie się od lat

Dyskusja nie ogranicza się do Polski. Już w 2018 roku Komisja Europejska przeprowadziła konsultacje publiczne dotyczące zmian czasu. Wzięło w nich udział 4,6 mln obywateli Unii Europejskiej, a 84 proc. respondentów opowiedziało się za rezygnacją z przestawiania zegarków.

Powstała wtedy propozycja, która miała umożliwić poszczególnym państwom wybór stałego czasu letniego lub zimowego. Zakładano nawet, że sezonowe zmiany mogą zakończyć się już w 2021 roku. Państwa członkowskie nie osiągnęły jednak porozumienia i dotychczasowy system pozostał.

Polska próbowała ponownie nadać sprawie tempo podczas swojej prezydencji w Radzie UE w 2025 roku. W kwietniu przeprowadzono konsultacje z innymi państwami, a w czerwcu unijny komisarz do spraw transportu Apostolos Dzidzikostas informował o przygotowaniu nowych analiz i propozycji zmian.

Samo zainteresowanie Brukseli nie oznacza jednak, że termin końca przestawiania zegarków jest już ustalony. Polska pozostaje związana unijnymi przepisami dotyczącymi czasu letniego, dlatego samodzielne odejście od obecnego systemu byłoby prawnie problematyczne.

Jedna godzina uruchamia lawinę problemów. Chodzi nie tylko o sen

Za dyskusją o zegarkach kryją się także kwestie zdrowotne i organizacyjne. W materiale wskazano, że przesunięcie czasu ingeruje w rytm dobowy, a bezpośrednio po zmianie część osób może odczuwać niewyspanie, gorszy nastrój i problemy z koncentracją. Szczególnie wrażliwe mogą być osoby funkcjonujące według bardzo stałego planu dnia.

Zmiana czasu potrafi również komplikować transport. Przy jesiennym cofnięciu zegarków konieczne jest dostosowywanie rozkładów, a pociągi mogą wymagać dodatkowych rozwiązań organizacyjnych, by zachować zgodność z godzinami kursowania. Dostosowania dotyczą także między innymi systemów bankowych.

Nietypowa sytuacja pojawia się również w przypadku pracowników wykonujących obowiązki podczas nocnej zmiany czasu. Cofnięcie zegarka oznacza, że mogą faktycznie pracować o godzinę dłużej, co wpływa na rozliczanie czasu pracy i może wiązać się z dodatkowym wynagrodzeniem albo czasem wolnym.

Właśnie dlatego sprawa, która na pierwszy rzut oka sprowadza się do jednej godziny, od lat wywołuje tak szeroką debatę. Dotyka zdrowia, transportu, organizacji pracy, systemów informatycznych i codziennych przyzwyczajeń milionów ludzi.

Jest nawet pomysł na pół godziny. Ten scenariusz brzmi zupełnie inaczej

Na tym nie kończą się propozycje. Do Senatu trafiła również petycja fundacji Można Lepiej, która proponuje rozwiązanie pośrednie między czasem letnim i zimowym. Zamiast pełnej godziny różnicy zegarki miałyby zostać ustawione na stałe o pół godziny wcześniej względem czasu letniego.

Petycja została 15 kwietnia 2026 roku skierowana do senackiej Komisji Petycji. Według materiału źródłowego termin posiedzenia w tej sprawie nie został jeszcze wyznaczony. To kolejny dowód na to, jak wiele wariantów jest obecnie rozważanych, ale żaden nie zastąpił jeszcze obowiązujących zasad.

Dlatego tegoroczna jesień nie przyniesie nagłego pożegnania z przestawianiem zegarków. Polacy jeszcze raz przejdą przez dobrze znany rytuał cofania wskazówek. Równocześnie trwa jednak polityczna i prawna dyskusja, która może zdecydować, czy w kolejnych latach podobne noce nadal będą stałym punktem kalendarza.