Rosół uchodzi za jeden z najbardziej tradycyjnych i przewidywalnych polskich obiadów. Aromatyczny wywar, marchewka, mięso, natka pietruszki i obowiązkowa porcja nitek tworzą zestaw, który dla wielu osób jest niemal nieodłącznym elementem niedzieli. Okazuje się jednak, że właśnie przy tych dobrze znanych nitkach warto zatrzymać się na dłużej.
Nie chodzi przy tym o sam rosół. Wywar powstający podczas wolnego gotowania mięsa, kości i warzyw może dostarczać witamin, minerałów i antyoksydantów. Problem zaczyna się wtedy, gdy proporcje na talerzu zostają odwrócone, a dużą część posiłku zajmuje jasny, mocno rozgotowany makaron pszenny.
Zobacz także:
Niepozorne nitki mogą namieszać. Wszystko zmienia sposób gotowania rosołu
Makaron pszenny, zarówno jajeczny, jak i przygotowany bez jajek, jest przede wszystkim źródłem węglowodanów. Szczególne znaczenie ma jednak jego konsystencja. Im bardziej jest rozgotowany i miękki, tym łatwiejszy dostęp do zawartej w nim skrobi mają enzymy trawienne.
W praktyce oznacza to, że cukry mogą być szybciej wchłaniane do krwiobiegu. Grubszy makaron ugotowany al dente zachowuje się pod tym względem inaczej niż bardzo miękkie, drobne nitki, które po ugotowaniu niemal rozpadają się w ustach.
To właśnie dlatego odpowiedź glikemiczna po takim posiłku może być wyraźniejsza. U części osób zaburzenia gospodarki węglowodanowej mogą wiązać się później między innymi ze spadkiem energii oraz nagłą sennością.
Nie oznacza to jednak, że każdy talerz rosołu z pszennym makaronem automatycznie staje się problemem. Ogromne znaczenie mają ilość i proporcje. Kilka nitek w misce pełnej innych składników to zupełnie inna sytuacja niż duża porcja miękkiego makaronu zalana niemal wyłącznie klarownym bulionem.
Nie tylko makaron. Te dodatki również mogą zmienić rosół
Na makaronie lista się nie kończy. Osoby chorujące na cukrzycę lub zmagające się z insulinoopornością powinny zwracać uwagę również na inne popularne dodatki zawierające łatwo przyswajalne węglowodany.
Znaczenie może mieć między innymi biały ryż, szczególnie kiedy pojawia się w dużej ilości zamiast makaronu. Podobnie jest z lanymi kluskami oraz zacierkami przygotowanymi głównie z jasnej mąki. One również dostarczają skrobi, która może stosunkowo szybko zostać przyswojona.
Na tym nie koniec. Istotny okazuje się również sposób przygotowania ziemniaków. Mocno rozgotowane lub rozgniecione na purée mogą powodować szybszy wzrost poziomu glukozy niż ziemniaki ugotowane w całości i pozostawione w bardziej zwartej formie.
Do puli węglowodanów dochodzą także białe pieczywo i grzanki podawane do zupy. Nawet marchewka ma znaczenie, jeśli zostanie mocno rozgotowana. Niewielka jej ilość sama w sobie nie stanowi problemu, ale w zestawie z dużą porcją miękkiego makaronu zwiększa ilość węglowodanów w całym posiłku.
Jeden ruch przy garnku robi różnicę. Makaron nie musi znikać
Dobra wiadomość jest taka, że nie trzeba od razu rezygnować z klasycznego rosołu. Jedną z najprostszych zmian jest zmniejszenie porcji jasnego makaronu i ugotowanie go osobno, tak aby pozostał al dente. Można też sięgnąć po wersję pełnoziarnistą.
To kierunek zgodny ze wskazówkami dotyczącymi produktów skrobiowych. Zamiast nadmiernie je rozgotowywać, lepiej pozostawiać bardziej zwartą strukturę oraz wybierać produkty pełnoziarniste i gruboziarniste.
Sam talerz można również skomponować inaczej. Rosół z warzywami pokrojonymi w słupki, kawałkami mięsa oddzielonego od kości i świeżą natką pietruszki będzie znacznie bardziej złożonym posiłkiem niż miska zdominowana przez jasne nitki.
Alternatywą dla zwykłego makaronu może być też niewielka porcja kaszy pęczak, niepalonej kaszy gryczanej albo ugotowanej ciecierzycy. Produkty te zwykle dostarczają więcej błonnika niż jasny makaron pszenny.
Błonnik ma tu szczególne znaczenie, ponieważ spowalnia trawienie oraz wchłanianie węglowodanów. Dzięki temu może łagodzić wzrost stężenia glukozy po posiłku.
Niedzielna tradycja zostaje, ale proporcje przestają być niewinne
Szczególną ostrożność powinny zachować osoby z cukrzycą oraz przyjmujące leki obniżające poziom glukozy. W ich przypadku warto obserwować własne pomiary i sposób, w jaki organizm reaguje na konkretne posiłki, a sposób żywienia ustalić z lekarzem lub dietetykiem.
Niedzielny rosół nie musi więc znikać ze stołu. Wystarczy spojrzeć na dobrze znany talerz nieco uważniej. Czas gotowania, ilość makaronu i obecność pozostałych składników mogą sprawić, że pozornie identyczne obiady będą miały zupełnie inny wpływ na poziom glukozy.
Obserwuj nas na Google






