Zwykłe wyjście do lasu potrafi przynieść niespodzianki, ale tym razem trudno mówić o czymś, czego można było się spodziewać. Pan Jacek Krynicki podczas grzybobrania zwrócił uwagę na fragment wystający z hałdy piasku. Wkrótce okazało się, że las skrywa znacznie więcej.
Zobaczył coś w piasku. Tak zaczęło się niezwykłe odkrycie
Pan Jacek Krynicki wybrał się z żoną na grzyby. W pewnym momencie, na wysokości kilku metrów w hałdzie piasku, zauważył nietypowy przedmiot. Nie był to kamień ani fragment współczesnego naczynia. Znalezisko miało pochodzić z czasów oddalonych od naszych o ponad dwa tysiące lat.
Zobacz także:
Jak przekazał Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków, odkryty przedmiot był urną z grobu należącego do kultury grobów kloszowych. Wraz z nią znajdowały się pozostałości związane z dawnym obrzędem pogrzebowym, fragment klosza oraz niewielka miseczka, która pełniła funkcję przykrywki.
Całość datowana jest na około IV wiek przed naszą erą. Oznacza to, że niepozorny fragment widoczny w leśnym piasku był pozostałością po świecie istniejącym na długo przed powstaniem współczesnego państwa polskiego. Wystarczyło jedno uważne spojrzenie, by ślad dawnej kultury ponownie ujrzał światło dzienne.
Samo odnalezienie tak starego naczynia byłoby już wydarzeniem niezwykłym. Historia pana Jacka nie skończyła się jednak na jednym przedmiocie. W pobliżu pojawił się kolejny drobiazg, tym razem tak niewielki, że bez trudu można byłoby go przeoczyć.
Ma tylko 17 milimetrów. Ten drobiazg pochodzi z czasów Cesarstwa Rzymskiego
Drugim znaleziskiem okazała się srebrna moneta. Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków poinformował, że chodzi o denar cesarza Kommodusa, datowany na lata 181–192 naszej ery. Moneta ma zaledwie około 17 milimetrów średnicy, ale jej szczegóły przetrwały niemal dwa tysiące lat.
Na awersie znajduje się profil cesarza w wieńcu. Rewers przedstawia siedzącą Romę z Nike. Tak mały przedmiot stał się śladem zupełnie innej epoki niż odkryte wcześniej naczynie. Oba znaleziska dzielą setki lat, a połączyło je jedno miejsce i przypadkowy spacer po lesie.
Denar pochodzi z okresu panowania Kommodusa, a więc z czasów Cesarstwa Rzymskiego. Jego pojawienie się wśród znalezisk z ziem polskich przypomina o kontaktach i wpływach docierających daleko poza granice samego imperium. Właśnie dlatego niewielka srebrna moneta ma znaczenie znacznie większe, niż sugerowałby jej rozmiar.
Konserwator podkreślił, że oba przedmioty są fragmentami dwóch zupełnie różnych rzeczywistości. Z jednej strony mamy pozostałości pradziejowych obrzędów pogrzebowych, z drugiej ślad rzymskich wpływów sięgających terenów dzisiejszej Polski.
Dwie epoki spotkały się podczas jednego grzybobrania
Najbardziej niezwykłe w tej historii jest właśnie zestawienie czasu. Urna datowana na około IV wiek przed naszą erą i denar z końca II wieku naszej ery nie należą do jednego wydarzenia ani jednej kultury. Ich obecność pokazuje jednak, jak wiele warstw przeszłości może skrywać jedno miejsce.
Dla spacerowicza wszystko zaczęło się od wystającego z piasku fragmentu. Dla specjalistów każdy z odnalezionych elementów może być źródłem wiedzy o ludziach żyjących setki i tysiące lat temu. Naczynie pozwala spojrzeć na dawne zwyczaje pogrzebowe, a moneta prowadzi w stronę świata rzymskiego.
Historia ma również ważny dalszy ciąg. Pan Jacek nie zatrzymał znalezionych przedmiotów dla siebie. Dzięki jego reakcji zabytki trafiły do specjalistów, którzy mogą je odpowiednio zabezpieczyć i dokładniej zbadać.
Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków zwrócił uwagę właśnie na odpowiedzialną postawę znalazcy. To dzięki niej artefakty znalazły się w miejscu, w którym mogą zostać zachowane i poddane profesjonalnym badaniom zamiast pozostać przypadkową leśną ciekawostką.
Miał szukać grzybów. Las odsłonił przed nim znacznie starszą historię
Pan Jacek wraz z żoną ruszył do lasu w zupełnie zwyczajnym celu. Zamiast wyłącznie grzybów znalazł jednak ślady ludzi żyjących w dwóch odległych okresach historycznych. Najpierw z piasku wyłoniły się elementy związane z pradziejowym pochówkiem, później pojawiła się niewielka srebrna moneta.
Trudno o bardziej wyrazisty przykład tego, jak przypadek może otworzyć drzwi do przeszłości. Przedmiot mający zaledwie 17 milimetrów i fragment naczynia ukrytego w ziemi wystarczyły, by zwykłe grzybobranie zmieniło się w spotkanie z historią liczoną w tysiącach lat.
Odnalezione zabytki są dziś w rękach specjalistów. Zamiast pozostać anonimowymi przedmiotami wśród piasku i leśnej ściółki, mogą zostać zabezpieczone oraz zbadane. A wszystko zaczęło się od chwili, w której jeden z grzybiarzy spojrzał dokładniej na to, co wystawało z ziemi.
Obserwuj nas na Google







