Jeszcze przed południem 3 października zaczęły napływać kolejne komunikaty z różnych części Mołdawii. Służby sprawdzały zgłoszenia, a krajowe systemy monitorowania śledziły sytuację w powietrzu. Z każdą kolejną informacją skala zdarzenia stawała się coraz wyraźniejsza.

Alarm nad Mołdawią. Systemy wykryły kilka obiektów

Według informacji przekazanych przez prezydent Mołdawii Maię Sandu przestrzeń powietrzna kraju została naruszona przez pięć rosyjskich środków napadu powietrznego. Wśród nich miały znajdować się pociski manewrujące oraz drony. Obiekty eksplodowały później na terytorium Mołdawii.

Zobacz także:

Mołdawskie Ministerstwo Obrony wcześniej informowało, że krajowy system monitorowania zarejestrował rano 3 października kilka bezzałogowych statków powietrznych. Ich obecność odnotowano w rejonie miejscowości Anenii Noi, Stefan Voda, Tudora oraz Causeni.

Sytuacja szybko przestała być wyłącznie zdarzeniem obserwowanym na ekranach systemów wojskowych. Z południowo-wschodniej części kraju zaczęły napływać doniesienia o eksplozjach. Wśród wskazanych miejsc znalazły się okolice Crocmaz, Delacau, Puhaceni oraz Bozieni.

Dla władz Mołdawii był to kolejny sygnał, że skutki wojny prowadzonej przez Rosję przeciwko Ukrainie mogą pojawić się bezpośrednio na terytorium sąsiedniego państwa. Maia Sandu w sobotę potępiła rosyjski atak na Ukrainę i podkreśliła, że wojna niebezpiecznie zbliża się do jej kraju.

Gęsty dym pod Causeni. Na miejsce ruszyły służby

Jedno z najpoważniejszych zgłoszeń pojawiło się przed godz. 8 w pobliżu miasta Causeni. Policja otrzymała informację o eksplozji, a w okolicy zauważono gęsty dym. Po przybyciu na miejsce funkcjonariusze znaleźli szczątki drona.

Nie był to jednak jedyny taki przypadek. Kolejne fragmenty bezzałogowych statków powietrznych odnaleziono później również w rejonach Hincesti oraz Anenii Noi. To potwierdziło, że zdarzenia obejmowały kilka oddalonych od siebie punktów kraju.

Na wskazane miejsca skierowano zespoły policji oraz Armii Narodowej. Ich zadaniem było sprawdzenie terenu, zabezpieczenie odnalezionych elementów i ustalenie dokładnych okoliczności zdarzeń. Jednocześnie monitoring mołdawskiej przestrzeni powietrznej był kontynuowany.

Ministerstwo Obrony zwróciło się także bezpośrednio do mieszkańców. Władze zaapelowały, aby nie dotykać ani nie przenosić niezidentyfikowanych przedmiotów znalezionych na ziemi. Takimi obiektami miały zajmować się wyłącznie odpowiednie służby.

Eksplozja w winnicy. Uszkodzony został budynek

Kolejne niepokojące informacje dotarły z okolic wsi Crocmaz. Tam do eksplozji doszło na terenie winnicy. W jej następstwie pojawił się pożar roślinności, a jeden z budynków został uszkodzony.

Także w tym miejscu policja natrafiła na elementy drona. Tym samym służby dysponowały szczątkami odnalezionymi już w kilku rejonach Mołdawii, a działania prowadzone były równolegle w różnych częściach kraju.

Informacje z sobotniego poranka wywołały zdecydowaną reakcję prezydent Mai Sandu. Szefowa państwa wskazała, że rosyjska wojna prowadzona przeciwko Ukrainie stwarza zagrożenie również poza jej granicami. Podkreśliła także niebezpieczeństwo dla mieszkańców innych państw Europy.

Pięć obiektów i kilka miejsc. Mołdawia śledzi sytuację

Najważniejsza informacja przekazana przez mołdawskie władze dotyczy skali naruszenia przestrzeni powietrznej. Według Mai Sandu chodziło łącznie o pięć rosyjskich środków napadu powietrznego, w tym drony i pociski manewrujące.

Jednocześnie Ministerstwo Obrony informowało o wielu lokalizacjach, w których systemy odnotowały przelot bezzałogowych statków powietrznych lub pojawiły się zgłoszenia o eksplozjach. Służby pracowały między innymi w rejonach Causeni, Hincesti, Anenii Noi oraz Stefan Voda.

Sobotnie wydarzenia pokazały, że sytuacja przy granicach Ukrainy pozostaje wyjątkowo napięta. W ciągu jednego poranka mołdawskie służby musiały reagować na obiekty w przestrzeni powietrznej, zgłoszenia z kilku miejsc oraz odnajdywane na ziemi szczątki dronów.

Mołdawia pozostawiła systemy monitorowania w gotowości, a policja i wojsko kontynuowały sprawdzanie miejsc, z których napływały zgłoszenia. Dla mieszkańców komunikat władz był jednoznaczny. Każdy niezidentyfikowany obiekt należy pozostawić na miejscu i powiadomić odpowiednie służby.