Pasztety od lat zajmują stałe miejsce na sklepowych półkach i w domowych lodówkach. Tym razem jeden z takich produktów zwrócił uwagę Katarzyny Bosackiej. Dziennikarka postanowiła sprawdzić, czy określenie premium rzeczywiście znajduje potwierdzenie w składzie.

Miało być premium. Bosacka zaczęła czytać skład i szybko pojawiły się wątpliwości

Katarzyna Bosacka opublikowała na Instagramie nagranie poświęcone popularnemu pasztetowi. Na jego opakowaniu znajdowało się określenie premium, które może sugerować klientowi produkt z wyższej półki. Ekspertka zrobiła jednak to, do czego od lat zachęca konsumentów – odwróciła opakowanie i sprawdziła skład.

Zobacz także:

Właśnie wtedy zaczęły się zaskoczenia. Z przedstawionych przez nią informacji wynikało, że pierwsze miejsce na liście składników zajmowała wątroba z kurcząt. Jej zawartość wynosiła 24 proc. Na kolejnych pozycjach znalazły się tłuszcz wieprzowy oraz woda.

Dopiero dalej na etykiecie pojawiło się mięso z kurcząt. Według informacji odczytanych przez Bosacką stanowiło ono 14 proc. produktu. To właśnie ta liczba stała się jednym z najważniejszych punktów całej analizy i mocno kontrastowała z określeniem premium umieszczonym na opakowaniu.

Dziennikarka zwróciła przy tym uwagę na różnicę między mięsem a podrobami. Wątroba, choć jest produktem pochodzenia zwierzęcego i często występuje w pasztetach, nie jest tym samym co mięso. W analizowanym produkcie było jej wyraźnie więcej niż samego mięsa z kurcząt.

To nie był koniec. Na etykiecie znalazły się kolejne składniki

Szczególną uwagę przyciąga obecność wody wysoko na liście składników. W produktach spożywczych kolejność nie jest przypadkowa – składniki są podawane zgodnie z ich udziałem w produkcie. W tym przypadku woda znalazła się przed mięsem z kurcząt.

W materiale zwrócono też uwagę na kaszę mannę oraz dodane białko wieprzowe. Takie składniki mogą pełnić w przetworzonej żywności funkcję wpływającą na strukturę i konsystencję produktu. Dla osoby, która przed zakupem kieruje się przede wszystkim dużym napisem na przodzie opakowania, pełna lista składników może więc przynieść zupełnie inne wrażenie.

To właśnie na tym mechanizmie od lat skupia się Katarzyna Bosacka. Dziennikarka regularnie zachęca, by podczas zakupów nie kończyć oglądania produktu na jego nazwie, grafice czy najbardziej widocznym haśle. Tym razem określenie premium stało się punktem wyjścia do pokazania, jak wiele informacji można znaleźć dopiero po przeczytaniu drobniejszego tekstu.

Otworzyła opakowanie. Jeden szczegół tylko wzmocnił jej reakcję

Analiza nie zakończyła się na samej etykiecie. Bosacka otworzyła również opakowanie i sprawdziła zapach produktu. Jej reakcja była równie krytyczna jak wcześniejsza ocena składu. Zwróciła uwagę, że zapach nie kojarzył jej się z mięsem.

Bosacka nie pierwszy raz pokazuje w ten sposób, że kilka sekund spędzonych przy etykiecie może całkowicie zmienić spojrzenie na produkt. Tym bardziej że atrakcyjna szata graficzna i duże napisy znajdują się zwykle dokładnie tam, gdzie wzrok klienta trafia jako pierwszy.

Marketingowe określenia stosowane na produktach spożywczych mogą być mylące. Takie hasła jak premium, tradycyjny czy delikatesowy silnie wpływają na pierwsze wrażenie klienta, ale według źródła nie mają w prawie żywnościowym ścisłych definicji, które automatycznie gwarantowałyby określony poziom jakości.