Jan Bednarek wrócił pamięcią do wieczoru 8 maja 2026 roku. Piłkarz, jego żona Julia i córka wrócili do domu w Porto. Nie wiedzieli, że wewnątrz nadal znajdują się włamywacze. Chwilę później spokojny powrót przerodził się w dramatyczne starcie.
Wrócili do domu i odkryli, że nie są sami. Bednarek ruszył na górę
Według relacji piłkarza w posiadłości znajdowało się czterech nieproszonych gości. Julia Bednarek wraz z córką schowały się w łazience i wezwały pomoc. Reprezentant Polski ruszył natomiast na górę, chcąc sprawdzić, co dzieje się w domu.
Zobacz także:
Bednarek w rozmowie z Mateuszem Borkiem w Kanale Sportowym przyznał, że jego pierwszym odruchem była konfrontacja. Sytuacja błyskawicznie stała się jednak znacznie groźniejsza. Jeden z intruzów miał wyciągnąć nóż. Piłkarz zrozumiał wtedy, że dalsze ryzyko może zagrozić jemu i jego najbliższym.
Całe zdarzenie, jak relacjonował reprezentant Polski, trwało zaledwie minutę lub dwie. Nikt z jego rodziny nie odniósł fizycznych obrażeń. Włamywacze zabrali jednak kosztowności, a wartość strat szacowano na około 150 tys. euro.
Po kilku miesiącach powiedział, co było wtedy najważniejsze
Bednarek nie ukrywa, że początkowo chciał bronić domu. Pojawienie się niebezpiecznego narzędzia całkowicie zmieniło jednak jego sposób myślenia. Najważniejsze przestały być rzeczy materialne. Liczyło się zdrowie i bezpieczeństwo rodziny.
Piłkarz podkreślił, że na utracone przedmioty może ponownie zapracować. Po całym zdarzeniu FC Porto zapewniło zawodnikowi i jego bliskim wsparcie, a w pobliżu domu pojawiła się dodatkowa ochrona. Sam Bednarek nie chciał jednak, by włamanie decydowało o jego dalszym życiu w Portugalii.
Obserwuj nas na Google







