Niepozorna z pozoru sytuacja szybko przerodziła się w poważną akcję ratunkową. W pobliżu Mostu w Sobieszewie znaleziono łódź, której widok od razu wzbudził niepokój. Na miejsce ruszyły kolejne zastępy służb, a do poszukiwań wykorzystano nawet drony.

WIDEO…

player placeholder

Pusta łódź na Martwej Wiśle. To, co zastano w trzcinach, uruchomiło wielką akcję

W piątek, 6 listopada 2026 roku, przed godziną 14 do służb dotarło alarmujące zgłoszenie. Na Martwej Wiśle, niedaleko Mostu w Sobieszewie w Gdańsku, zauważono łódź stojącą w trzcinach. Jej silnik nadal pracował. Problem polegał na tym, że na pokładzie nie było człowieka, który wcześniej z niej korzystał.

Szybko rozpoczęto poszukiwania zaginionego wędkarza. Sytuacja wymagała natychmiastowych działań, dlatego do akcji skierowano ratowników Brzegowej Stacji Ratowniczej w Świbnie. Nie byli jednak sami. W krótkim czasie w działania zaangażowały się kolejne służby, które rozpoczęły sprawdzanie okolicy.

Zobacz także:

Na miejscu pojawili się strażacy zawodowi oraz ochotnicy z Gdańska i powiatu gdańskiego. W poszukiwaniach uczestniczyły również policja, Straż Graniczna oraz grupa dronowa OSP Pszczółki. Ratownicy sprawdzali nie tylko samą rzekę, ale też jej brzegi. Z kolei drony pozwalały obserwować teren z powietrza.

Nurkowie odnaleźli 39-latka. Dramatyczne informacje po godzinie 15

Przełom nastąpił około godziny 15. Nurkowie z grupy wodno-nurkowej Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Gdańsku odnaleźli poszukiwanego mężczyznę. Był nim 39-letni wędkarz. Niestety, dalszy rozwój wydarzeń przyniósł najgorszą z możliwych wiadomości.

Po odnalezieniu mężczyzny podjęto reanimację. Ratownicy próbowali przywrócić mu funkcje życiowe, jednak ich wysiłki nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. Życia 39-latka nie udało się uratować. W ten sposób zakończyły się poszukiwania, w które zaangażowano tak wiele służb i specjalistycznego sprzętu.

Szczególne emocje budzi fakt, że wszystko rozegrało się w stosunkowo krótkim czasie. Zgłoszenie wpłynęło przed godziną 14, a już około godziny 15 nurkowie odnaleźli mężczyznę. Mimo szybkiego zaangażowania ratowników finał okazał się tragiczny.

Jeden szczegół zwraca szczególną uwagę. Padły ważne słowa o kamizelce

Po zakończeniu akcji głos zabrał Sebastian Kluska, dyrektor Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa. Zwrócił uwagę na niezwykle istotny szczegół. Jak wskazał, 39-letni wędkarz nie miał na sobie kamizelki ratunkowej. To właśnie ta informacja stała się jednym z ważnych elementów doniesień o całym zdarzeniu.

Zdaniem Sebastiana Kluski kamizelka mogłaby pomóc mężczyźnie utrzymać się na powierzchni wody. Dyrektor służby ratowniczej odniósł się do tragedii również we wpisie opublikowanym na platformie X. Jego uwaga przypomina, jak wielkie znaczenie podczas przebywania na wodzie może mieć podstawowe wyposażenie ochronne.

Nadal pozostaje jednak ważna niewiadoma. Nie ustalono, w jakich okolicznościach 39-latek znalazł się poza łodzią. Sam fakt odnalezienia pustej jednostki z pracującym silnikiem nie wyjaśnia przebiegu zdarzenia. Na razie nie ma więc podstaw, by przesądzać, co dokładnie wydarzyło się na Martwej Wiśle.

Piątkowa akcja w rejonie Sobieszewa zakończyła się śmiercią 39-letniego wędkarza. Choć do poszukiwań skierowano ratowników, strażaków, policjantów, funkcjonariuszy Straży Granicznej i grupę dronową, mężczyzny nie udało się ocalić. Pozostaje pytanie o okoliczności, które doprowadziły do tego dramatycznego zdarzenia.