Sezon grzewczy ruszył na dobre, a wraz z nim wrócił problem wysokich kosztów utrzymania domu. Wiele osób popełnia ten sam błąd, ustawiając identyczną temperaturę we wszystkich pokojach. Tymczasem prosty podział mieszkania na strefy może przynieść wymierne korzyści.

Zasada 21-18-16 może obniżyć rachunki. Wystarczy inaczej ustawić grzejniki

Nie każdy pokój potrzebuje tyle samo ciepła. Na tym właśnie opiera się zasada 21-18-16, która pozwala ograniczyć zużycie energii bez rezygnowania z codziennej wygody. Zamiast ogrzewać całe mieszkanie jednakowo, wystarczy dostosować temperaturę do przeznaczenia poszczególnych pomieszczeń.

Zobacz także:

W salonie i domowym gabinecie, gdzie spędzamy najwięcej czasu, zalecane jest utrzymywanie 21 stopni Celsjusza. Taka temperatura zapewnia komfort podczas odpoczynku czy pracy. Nie ma jednak potrzeby, aby identycznie nagrzewać sypialnię, korytarz lub pomieszczenia, do których zaglądamy tylko na chwilę.

W sypialni wystarczy 18 stopni. To nie przypadek, ponieważ brytyjska fundacja The Sleep Charity wskazuje, że temperatura od 16 do 18 stopni sprzyja nocnemu wypoczynkowi. Z kolei w rzadziej używanych pomieszczeniach, takich jak spiżarnia, piwnica czy przedpokój, można utrzymywać około 16 stopni.

Jest jednak jeden ważny wyjątek. W łazience powinno być zdecydowanie cieplej. Izba Gospodarcza Ciepłownictwo Polskie zaleca temperaturę od 22 do 24 stopni Celsjusza. Ma to znaczenie nie tylko dla komfortu domowników, ale również dla ograniczenia problemów związanych z nadmierną wilgocią.

Nawet 1400 zł oszczędności? Wyliczenia pokazują, ile można zyskać

Największe zaskoczenie pojawia się przy konkretnych kwotach. Według Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie obniżenie temperatury o zaledwie jeden stopień może zmniejszyć zużycie ciepła o około 5-8 procent. Choć różnica na termometrze wydaje się niewielka, w skali całego sezonu ma spore znaczenie.

Raport Polskiego Alarmu Smogowego z września 2026 roku wskazuje, że roczny koszt ogrzewania gazem i podgrzewania wody w średnio ocieplonym domu o powierzchni 150 metrów kwadratowych, zamieszkanym przez cztery osoby, wynosi około 8700 zł. To pokazuje, jak duża część budżetu znika na zapewnienie ciepła.

Przy takich kosztach obniżenie temperatury o jeden stopień mogłoby przynieść około 400-700 zł oszczędności rocznie. Przy dwóch stopniach szacowana kwota wzrasta do 900-1400 zł. Są to jednak wyliczenia orientacyjne, a rzeczywisty efekt zależy od budynku i sposobu ogrzewania.

Tego błędu lepiej nie popełniać. Oszczędzanie może przynieść odwrotny efekt

Kuszące może wydawać się całkowite zakręcenie kaloryferów, szczególnie podczas nieobecności domowników. Eksperci przestrzegają jednak przed takim rozwiązaniem. Zbyt mocne wychłodzenie mieszkania może prowadzić do gromadzenia się wilgoci, a w konsekwencji do pojawienia się pleśni.

Temperatura we wnętrzach nie powinna spadać poniżej 15 stopni Celsjusza. Co więcej, ponowne ogrzanie mocno wychłodzonych pomieszczeń wymaga znacznych ilości energii. Dlatego podczas wyjścia do pracy czy dłuższego wyjazdu lepiej zmniejszyć temperaturę do 17-18 stopni, zamiast całkowicie wyłączać ogrzewanie.

Wprowadzenie zasady 21-18-16 nie wymaga wymiany pieca ani kosztownego remontu. Pomocne mogą okazać się zwykłe głowice termostatyczne przy grzejnikach. To dzięki nim można ustawić różne temperatury w pokojach i ograniczyć niepotrzebne ogrzewanie przestrzeni, z których rzadko korzystamy.