Historia zaczęła żyć własnym życiem po doniesieniach o tym, jak mieszkańcy Cotswolds mieli reagować na Meghan Markle i księcia Harry'ego. Zamiast zachwytu pojawiły się napięcie, krytyczne komentarze i pytania o skalę środków bezpieczeństwa towarzyszących parze.

Meghan Markle w Cotswolds. Mieszkańcy mieli dość jej obecności

Według informacji opisanych przez brytyjskie media przeprowadzka Meghan Markle i księcia Harry'ego do Cotswolds nie spotkała się wyłącznie z entuzjazmem. Część mieszkańców regionu miała reagować na obecność księżnej Sussex wyraźnym dystansem. Jeden z lokalnych informatorów miał wprost wskazywać, że Meghan nie cieszy się sympatią części mieszkańców. Z relacji wynika również, że jej zachowanie bywa odbierane jako nieznośne:

Zobacz także:

Potwornie kłopotliwa i irytująca. Najlepiej ją po prostu ignorować.

Uwagę lokalnej społeczności miały zwracać także wizyty Meghan Markle w Daylesford Organic Farm Shop w Moreton-in-Marsh. Księżna ma pojawiać się tam sama, ale w otoczeniu licznej ochrony. To właśnie skala zabezpieczeń miała stać się jednym z powodów niechętnych reakcji.

Dla części mieszkańców obecność ochroniarzy nie jest jedynie neutralnym elementem codzienności znanej osoby. Według medialnych doniesień niektórzy odbierają takie zachowanie jako przesadne i mają wrażenie, że Meghan szczególnie mocno podkreśla znaczenie własnego bezpieczeństwa.

Ochrona Meghan i Harryego wywołała kolejne emocje

Meghan Markle i książę Harry zamieszkali w XVIII-wiecznym gospodarstwie położonym na wiejskich terenach Cotswolds. Sielskie otoczenie nie oznaczało jednak całkowitego spokoju. Prośby pary dotyczące dodatkowych środków bezpieczeństwa miały wywołać krytykę wśród części mieszkańców.

Ludzie po prostu jej nie lubią - mówił mediom lokalny informator.

Media opisywały również zdarzenie związane z dojazdem do szkoły dzieci Sussexów. Według tych informacji konwój rodziny został rozdzielony w korku w pobliżu placówki. Po tym incydencie Harry i Meghan mieli zabrać dzieci ze szkoły w Cotswolds.

To właśnie podobne sytuacje sprawiły, że kwestia ochrony stała się jednym z najgłośniej komentowanych elementów życia pary w Wielkiej Brytanii. Z jednej strony pojawiają się obawy dotyczące bezpieczeństwa rodziny, z drugiej – krytyczne głosy osób, które uważają stosowane środki za przesadne.

Nie tylko sąsiedzi. W tle pojawił się jeszcze jeden głośny incydent

Na tym lista kontrowersyjnych doniesień się nie kończy. Według informacji przytaczanych przez media pracownicy pubu The Three Horseshoes mieli odmówić Meghan Markle obsługi. To kolejny element historii, który podsycił zainteresowanie atmosferą wokół księżnej Sussex.

Sprawa ochrony Sussexów wyszła daleko poza Cotswolds

Napięcia wokół bezpieczeństwa pary mają szerszy kontekst. Książę Harry i Meghan Markle byli krytykowani przez komentatorów rodziny królewskiej również za próby wpływania na decyzje dotyczące państwowej ochrony po ich powrocie do Wielkiej Brytanii.

Według osób z otoczenia pary przytaczanych przez media Sussexowie mogą zdecydować się na powrót do Stanów Zjednoczonych, jeśli nie otrzymają policyjnej ochrony finansowanej z podatków. Takie doniesienia dodatkowo podgrzały dyskusję wokół ich obecności na Wyspach.

Komentatorka rodziny królewskiej Angela Levin ostro oceniła stanowisko pary w rozmowie z TalkTV. Uznała stawiane warunki za formę nacisku i krytycznie odniosła się do możliwości finansowania ochrony Harry'ego i Meghan ze środków publicznych.