Alpejskie krajobrazy, malownicze jeziora i słynne górskie kurorty od lat kuszą podróżnych. Jednak przedstawiciele szwajcarskiej turystyki coraz wyraźniej pokazują, że nie zależy im na przyciąganiu tłumów za wszelką cenę. Liczy się coś więcej niż sama liczba odwiedzających.
Szwajcarzy policzyli wydatki Polaków. Te liczby mówią wiele
Polacy coraz chętniej odwiedzają Szwajcarię. W 2025 roku wykupili w tamtejszych hotelach niemal 250 tys. noclegów. To wzrost o blisko 12 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem. Mogłoby się wydawać, że taki wynik powinien cieszyć branżę turystyczną. Tymczasem pojawia się kwestia pieniędzy.
Zobacz także:
Jak wynika z danych Tourism Monitor Switzerland, w 2023 roku polski turysta wydawał podczas pobytu średnio 140 franków dziennie, czyli około 666 zł według kursu przytoczonego w rozmowie z Onetem. Polacy nie należą do najbardziej rozrzutnych gości. Odpowiadają też za zaledwie 0,57 proc. zagranicznych noclegów w kraju.
Simon Bosshart, członek zarządu Switzerland Tourism, nie ukrywa, że jego kraj nie zamierza rywalizować z tańszymi kierunkami. W rozmowie z Onetem podkreślił, że osoby kierujące się przede wszystkim ceną znajdą korzystniejsze oferty choćby we Włoszech lub Austrii. Szwajcaria woli stawiać na jakość niż obniżać koszty pobytu.
Tanie loty? Szwajcarzy wcale nie skaczą z radości
Jeszcze większe emocje mogą wzbudzić słowa dotyczące tanich linii lotniczych. Bosshart uważa, że podróżowanie samolotami stało się zbyt tanie, co sprzyja nadmiernej liczbie podróży i negatywnie wpływa na środowisko. Jego zdaniem częściej powinniśmy wybierać bliższe kierunki i rozsądniej planować wyjazdy.
Co ciekawe, przedstawiciel Switzerland Tourism przyznaje, że tani przewoźnicy przywożą nowych gości i przynoszą korzyści branży. Jednocześnie zauważa, że ich pasażerowie często mocniej zwracają uwagę na wydatki. Dlatego kolejne tanie połączenia do Szwajcarii nie są dla niego szczególnie pożądaną wiadomością.
Nie oznacza to jednak, że Polacy korzystający z tanich lotów są niemile widziani. Szwajcarska strategia zakłada raczej przyciąganie osób, które zostają na dłużej, poznają różne regiony i korzystają z lokalnych usług. Krótki wyjazd ograniczony do zrobienia kilku zdjęć nie jest tym, na czym organizacji najbardziej zależy.
Mieszkańcy mają dość tłumów. Słynne miejsca stają się problemem
Sytuacja jest szczególnie widoczna w rejonie Jungfrau, gdzie popularne atrakcje przyciągają tłumy jednodniowych turystów. Przez Grindelwald przewijają się odwiedzający, a mieszkańcy odczuwają skutki ogromnego ruchu. Paradoks polega na tym, że lokalna gospodarka jednocześnie potrzebuje przyjezdnych.
Problem dodatkowo napędzają media społecznościowe. Zdaniem Bossharta wielu podróżnych wybiera konkretne miejsca głównie po to, by zrobić efektowne zdjęcie. Szwajcarzy chcą więc promować spokojniejsze regiony i zachęcać do wyjazdów poza szczytem sezonu, zamiast skupiać wszystkich wokół kilku atrakcji.
Polska pozostaje dla nich rynkiem o dużym potencjale. Bosshart docenia zainteresowanie Polaków aktywnym wypoczynkiem i zachęca do odkrywania Szwajcarii także latem oraz jesienią. Jedno pozostaje jednak jasne – kraj nie zamierza walczyć o turystów niskimi cenami. Woli przyciągać tych, którzy są gotowi zapłacić za oferowaną jakość.
Obserwuj nas na Google







