Jeszcze kilka dni temu w domu Sylwii i Norberta toczyło się zwyczajne rodzinne życie. Dziś każda rozmowa telefoniczna może przynieść wiadomość, na którą czekają z ogromnym napięciem. Rodzice zaginionej Roksany wracają pamięcią do sobotniego wieczoru, próbując zrozumieć, co stało się z ich dzieckiem.
Ojciec Roksany sprawdził telefon. Chwilę później wydarzyło się coś niepokojącego
Wszystko zaczęło się w sobotę, 10 października. 13-letnia Roksana Jurczyszyn wyszła na spotkanie ze znajomymi w Warszawie. Rodzice pozwolili jej spędzić czas poza domem, ale postawili warunek. Dziewczynka miała wrócić najpóźniej o godzinie 21. Nikt nie przypuszczał, że ten wieczór przyniesie tyle niepewności.
Zobacz także:
Norbert postanowił sprawdzić lokalizację telefonu córki. Zobaczył, że nastolatka znajduje się na Bulwarach Wiślanych. Zaniepokojony zadzwonił i polecił jej wracać. Roksana zapewniła, że zmierza w stronę metra. Ojciec zapowiedział, że skontaktuje się z nią ponownie za dziesięć minut.
Ten kolejny telefon pozostał jednak bez odpowiedzi. Urządzenie przestało być aktywne, a dziewczynka nie pojawiła się w domu. Według relacji przekazanych rodzicom Roksana miała wstać i samotnie odejść w kierunku metra. Nie wiadomo, co wydarzyło się później. To właśnie ten moment budzi dziś szczególny niepokój jej bliskich.
Rodzice zaginionej 13-latki drżą o jej zdrowie. Wcześniej przeżyli już dramat
Obawy Sylwii i Norberta mają jeszcze jeden poważny powód. Roksana choruje na epilepsję i musi regularnie przyjmować leki. Rodzina nie wie, czy dziewczynka ma do nich dostęp. Każda kolejna doba bez kontaktu oznacza więc nie tylko tęsknotę, ale również narastający strach o jej bezpieczeństwo.
Rodzice wciąż pamiętają wydarzenia z ostatniej Wielkanocy. Nastolatka trafiła wówczas w stan zagrożenia życia po spożyciu alkoholu. Jak relacjonuje jej matka, dziewczynkę odnaleziono na parkowej ławce, a jej stan wymagał reanimacji. Tamto doświadczenie sprawiło, że rodzice zaczęli jeszcze uważniej kontrolować jej wyjścia.
Teraz wracają również wspomnienia codziennych chwil. Roksana trenowała sporty walki, zdobywała medale i była blisko związana ze starszym bratem. W domu czeka także jej pies Koko, kupiony specjalnie dla niej. Ojciec szczególnie tęskni za momentami, kiedy córka przychodziła do niego, prosząc o przytulenie.
Mama pojechała w miejsce zaginięcia. Rodzina sprawdza kolejne sygnały
Sylwia osobiście odwiedziła Bulwary Wiślane, gdzie ostatnio lokalizowano telefon córki. To, co zobaczyła na miejscu, spotęgowało jej niepokój. Rodzice podkreślają, że według ich wiedzy Roksana zwykle spotykała się ze znajomymi w innych częściach centrum Warszawy.
Od soboty rodzina otrzymuje telefony i wiadomości od osób twierdzących, że widziały nastolatkę. Pojawiały się informacje o moście, dyskotece czy okolicach bulwarów. Żaden z tych sygnałów nie przyniósł jednak, według relacji rodziców, odpowiedzi na najważniejsze pytanie. Gdzie znajduje się ich córka?
W poszukiwania włączył się także prywatny detektyw. Jego współpracownicy mają analizować nagrania z monitoringu. Bliscy liczą, że uda się ustalić dalszą trasę dziewczynki. Tymczasem z Mazur przyjeżdżają kolejni członkowie rodziny, aby wspierać Sylwię i Norberta.
Najtrudniejsze chwile przychodzą nocą. Rodzice mają tylko jedną prośbę
W ciągu dnia rodzice starają się działać. Rozmawiają z policją, odbierają telefony i sprawdzają napływające informacje. Wieczorem pozostają jednak z pytaniami, na które nikt nie potrafi odpowiedzieć. Nie wiedzą, gdzie Roksana spędza noce, czy jest bezpieczna i czy ktoś zapewnia jej opiekę.
Sylwia przyznaje, że właśnie noce są najtrudniejsze. Mimo wyczerpania rodzice nie tracą nadziei. Nie zamierzają robić córce wyrzutów. Pragną jedynie, by wróciła do domu i wiedziała, że cała rodzina na nią czeka.
Na 13 października, w chwili publikacji relacji rodziców, los Roksany pozostawał nieznany. Sylwia i Norbert nadal czekali na wiadomość, że ich córka jest cała i zdrowa. Największym marzeniem ojca pozostaje ponowne przytulenie dziewczynki.
Obserwuj nas na Google







