Wtorkowy poranek 13 października na Osiedlu pod Dalnią w Kielcach przyniósł wiadomość, która poruszyła okolicznych mieszkańców. Jeszcze dzień wcześniej nic nie wskazywało na to, że w jednym z mieszkań doszło do rodzinnej tragedii. Szczegóły ujawnione przez dziennikarzy pokazują, jak doszło do odkrycia.
Kielce. Wyszła wywiesić pranie i zobaczyła coś przerażającego
Jedna z mieszkanek osiedla wyszła rano na balkon, by rozwiesić pranie. W pewnym momencie jej uwagę przykuł widok na sąsiednim balkonie. Kobieta dostrzegła ciało mężczyzny i natychmiast powiadomiła służby. Nikt nie przypuszczał jeszcze, jak wielka tragedia rozegrała się za drzwiami mieszkania.
Zobacz także:
Na miejsce przyjechali policjanci. W mieszkaniu odkryli ciała kolejnych trzech osób. Łącznie zginęło czworo członków jednej rodziny. Według ustaleń dziennikarzy na balkonie znajdowało się ciało 55-letniego Andrzeja, a wewnątrz mieszkania jego 52-letniej żony Moniki oraz dwóch synów, 17-letniego Rafała i 18-letniego Marcina.
Wśród dramatycznych informacji pojawił się również szczegół dotyczący zwierzęcia należącego do rodziny. Mężczyzna miał oszczędzić swoje ukochane zwierzę. Na miejscu znajdował się owczarek niemiecki o imieniu Duna. Pies przeżył tragedię. Ten poruszający szczegół stał się jednym z elementów relacji o wydarzeniach, które wstrząsnęły mieszkańcami Kielc.
Niepokojące odgłosy dobiegające zza ścian. Sąsiedzi nie wiedzieli, co się dzieje
Z ustaleń przekazanych przez dziennikarzy wynika, że do tragedii mogło dojść już w poniedziałek 12 października, około godziny 22. Sąsiedzi mieli wówczas słyszeć niepokojące odgłosy dobiegające z mieszkania. Prawdziwy rozmiar dramatu ujawnił się jednak dopiero następnego dnia rano.
Śledczy badają okoliczności śmierci całej rodziny. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach, prokurator Daniel Prokopowicz, przekazał, że najbardziej prawdopodobny jest scenariusz zabójstwa suicydalnego. Według tej wstępnej wersji jedna osoba mogła doprowadzić do śmierci trzech pozostałych, a następnie odebrać sobie życie.
To jednak wciąż ustalenia wymagające wyjaśnienia. Prokuratura nie przedstawiła ostatecznych wniosków dotyczących przebiegu wydarzeń. Śledztwo ma pomóc ustalić, co dokładnie stało się w mieszkaniu i jakie okoliczności doprowadziły do śmierci czterech osób.
Znali go z codziennych spacerów. Relacje sąsiadów poruszają
Szczególnie przejmujące są relacje osób, które znały rodzinę. Mieszkańcy osiedla opisywali Andrzeja jako spokojnego człowieka, którego często widywano podczas spacerów z psem. Wymieniali z nim codzienne pozdrowienia. Nic w tych zwyczajnych kontaktach nie zapowiadało wydarzeń, które miały nadejść.
Według przekazanych informacji 55-latek pracował jako ochroniarz i kierowca w przedsiębiorstwie. Jego żona od kilku lat nie pracowała zawodowo i zajmowała się domem, a synowie chodzili do szkoły. Sąsiedzi wspominali również, że rodzinie dobrze się powodziło. Nie potrafili wskazać przyczyny tragedii.
W relacjach nie pojawiły się informacje o wcześniejszych niepokojących zdarzeniach w tej rodzinie. Tym większe zdumienie wywołała wiadomość o śmierci wszystkich czterech osób. To, co wydarzyło się za drzwiami mieszkania na kieleckim osiedlu, pozostaje przedmiotem postępowania prokuratury. Kluczowe pytanie o przyczynę rodzinnego dramatu nadal pozostaje bez odpowiedzi.
Obserwuj nas na Google







