Spokojna lekcja w Zespole Szkół Budowlanych w Płocku nagle zamieniła się w nerwową akcję. W jednej z sal pojawiła się drażniąca substancja. Sytuacja była na tyle poważna, że podjęto decyzję o opuszczeniu budynku przez wszystkich znajdujących się w środku.

Jedna chwila wystarczyła. Blisko 170 osób musiało opuścić szkołę

Do zdarzenia doszło 7 października w Zespole Szkół Budowlanych w Płocku w województwie mazowieckim. Podczas lekcji w jednej z klas rozprzestrzenił się gaz pieprzowy. Władze placówki nie zamierzały ryzykować i rozpoczęła się ewakuacja całej szkoły.

Zobacz także:

Budynek opuściło blisko 170 osób. Na miejsce wezwano straż pożarną, a szkolny dzień został gwałtownie przerwany. Sytuacja wymagała szybkiej reakcji również dlatego, że prowadząca zajęcia nauczycielka źle się poczuła po kontakcie z rozpyloną substancją.

Strażacy udzielili kobiecie pierwszej pomocy, a następnie przekazali ją zespołowi ratownictwa medycznego. Tymczasem uwaga służb szybko skupiła się na ustaleniu, skąd gaz pieprzowy w ogóle znalazł się w szkolnej sali.

Policjanci dotarli do 15-latka. Jego wyjaśnienia są teraz sprawdzane

Funkcjonariusze ustalili, że pojemnik z gazem pieprzowym przyniósł do szkoły 15-letni uczeń. To właśnie przedmiot znajdujący się w jego plecaku stał się kluczowym elementem całej sprawy.

Nastolatek podczas rozmowy z policjantami przedstawił swoją wersję wydarzeń. Według jego wyjaśnień pojemnik miał samoistnie rozszczelnić się w plecaku. To jednak nie kończy sprawy. Policja musi teraz szczegółowo odtworzyć przebieg wydarzeń i zweryfikować okoliczności pojawienia się gazu w szkole.

Funkcjonariusze sprawdzają między innymi, w jaki sposób pojemnik znalazł się na terenie placówki oraz czy jego rozszczelnienie rzeczywiście było przypadkowe. Na tym etapie nie przesądzono, że uczeń działał celowo.

Zwykły szkolny dzień skończył się akcją służb

Skala reakcji pokazuje, jak szybko sytuacja wymknęła się poza ramy codziennego szkolnego incydentu. Jedna drażniąca substancja w sali lekcyjnej wystarczyła, aby niemal 170 uczniów i pracowników musiało znaleźć się poza budynkiem, a na miejscu pojawiły się służby.

Najważniejsze pytania pozostają teraz w rękach policjantów. To prowadzone przez nich czynności mają wyjaśnić, czy wersja przedstawiona przez 15-latka znajduje potwierdzenie w ustaleniach oraz jakie dokładnie okoliczności doprowadziły do alarmu i ewakuacji całej placówki.