Miała otrzymać pomoc i wrócić do bliskich. Zamiast tego rodzina pani Marii przeżyła dramat, którego finału nikt się nie spodziewał. Teraz jej syn i mąż opowiadają o pobycie kobiety w szpitalu i domagają się wyjaśnienia okoliczności jej śmierci.
46 godzin na SOR-ze w Poznaniu. Syn pani Marii ujawnia, co działo się za drzwiami sali
Pani Maria trafiła na Szpitalny Oddział Ratunkowy Szpitala Wojewódzkiego w Poznaniu z objawami odwodnienia i podejrzeniem zakażenia układu pokarmowego. Choć od kilku miesięcy leczyła się onkologicznie, powodem przyjazdu do szpitala były inne dolegliwości. Kobieta była osłabiona, ale pozostawała przytomna i rozmawiała z otoczeniem.
Zobacz także:
Jak relacjonuje jej mąż, pan Bronisław, jeszcze niedawno żona uczestniczyła w rodzinnym spotkaniu z okazji urodzin. Nic nie zapowiadało, że kolejna wizyta w szpitalu zakończy się tak tragicznie. Tymczasem na SOR-ze kobieta spędziła dokładnie 46 godzin i 22 minuty. Według bliskich jej stan stopniowo się pogarszał.
Syn pacjentki, pan Artur, twierdzi, że wielokrotnie alarmował personel o niepokojących zmianach. Jak opowiedział w reportażu Uwagi! TVN, w odpowiedzi słyszał przede wszystkim, że matka oczekuje na przyjęcie na oddział wewnętrzny. Rodzina obserwowała jej coraz większe osłabienie, nie wiedząc, jak długo potrwa oczekiwanie.
Duszne pomieszczenie bez okien. Rodzina nie kryje oburzenia warunkami pobytu
Szczególne emocje budzi miejsce, w którym umieszczono panią Marię. Według relacji rodziny pacjentka przebywała w ciasnym pomieszczeniu określanym przez szpital jako separatka. Nie było tam okien, wentylacji ani przycisku pozwalającego wezwać pomoc. Syn uważa, że wcześniej mogło ono służyć jako magazyn sprzętu.
Pan Bronisław wspominał, że w środku panował zaduch. Otwierał drzwi na korytarz, jednak personel miał je ponownie zamykać. Opiekunka kobiety, Magdalena Królak, zwracała uwagę, że pacjentka miała ograniczoną możliwość poruszania się. W takich warunkach samodzielne wezwanie pomocy mogło być dla niej szczególnie trudne.
Rodzina opisała również niepokojącą sytuację z monitorem kontrolującym stan pacjentki. Według relacji syna urządzenie przez noc wydawało sygnały alarmowe, a następnie zostało odłączone przez pielęgniarkę. Pan Artur wspominał także o problemach z wenflonem. To kolejne okoliczności, których wyjaśnienia domagają się bliscy.
Pani Maria zmarła po przeniesieniu na intensywną terapię. Sprawą zajęła się prokuratura
Po niemal dwóch dobach na SOR-ze panią Marię przeniesiono na oddział wewnętrzny, a następnie na oddział intensywnej terapii. Podjęto działania mające ustabilizować jej stan, jednak kobiety nie udało się uratować. W dokumentacji jako bezpośrednią przyczynę zgonu wskazano wstrząs septyczno-hipowolemiczny.
Bliscy nie ukrywają rozgoryczenia. Syn zmarłej podkreśla, że rodzina nie doczekała się przeprosin ze strony szpitala. Z kolei mąż uważa, że przy innej opiece jego żona mogłaby żyć dłużej. Są to jednak oceny rodziny, a nie ustalone w postępowaniu przyczyny tragicznego finału.
Szpital Wojewódzki w Poznaniu nie przedstawił szczegółowego stanowiska. Jego przedstawicielka przekazała, że placówka nie może komentować sprawy z uwagi na postępowanie prowadzone przez Prokuraturę Rejonową Poznań-Grunwald.
Śledczy badają okoliczności śmierci pacjentki i możliwość popełnienia błędu medycznego. Dotychczas nikomu nie przedstawiono zarzutów, a kluczowa będzie opinia biegłych. Sprawą zainteresował się również Rzecznik Praw Pacjenta. Dla rodziny pani Marii najważniejsza pozostaje odpowiedź na pytanie, czy tej tragedii można było uniknąć.
Obserwuj nas na Google







