To miała być zwykła czynność związana z poranną pocztą. Nikt nie spodziewał się, że chwilę później część osób zgłosi nagłe pogorszenie samopoczucia, trzy osoby trafią do szpitala, a z wojskowego obiektu zostaną ewakuowane aż 133 osoby.
Otworzyli przesyłkę i nagle zaczęły się problemy. Służby ruszyły do akcji
Do niepokojącego zdarzenia doszło w środę 30 września w placówce Żandarmerii Wojskowej w Nowej Dębie na Podkarpaciu. O godzinie 11:40 otwarto tam przesyłkę pocztową, która została nadana w Niemczech. Właśnie od tego momentu sytuacja zaczęła rozwijać się bardzo szybko.
Zobacz także:
Po otwarciu koperty siedem osób znajdujących się w pobliżu zgłosiło gwałtowne pogorszenie samopoczucia. W tej grupie było sześciu żołnierzy i jedna osoba cywilna. To wystarczyło, by uruchomić procedury bezpieczeństwa i wezwać na miejsce zespoły ratownictwa medycznego oraz straż pożarną.
Trzy osoby wymagały przewiezienia do szpitala na szczegółową obserwację. Było wśród nich dwóch żandarmów oraz pracownik cywilny. Jednocześnie służby musiały brać pod uwagę możliwość pojawienia się zagrożenia chemicznego lub biologicznego.
Decyzja zapadła szybko. Z budynku jednostki ewakuowano 133 osoby. Skala działań pokazuje, jak poważnie potraktowano sytuację, mimo że na pierwszy rzut oka zawartość przesyłki nie zdradzała niczego, co mogłoby wyjaśnić nagłe objawy.
W kopercie znaleziono zaskakująco zwyczajną rzecz. To tylko zwiększyło liczbę pytań
Najbardziej zagadkowy okazał się właśnie środek przesyłki. Według wstępnych oględzin w kopercie znajdowała się pocztówka. Nie stwierdzono widocznego proszku ani wycieku nieznanej substancji.
Ten szczegół sprawił, że sytuacja stała się jeszcze trudniejsza do jednoznacznego wyjaśnienia. Z jednej strony siedem osób niemal równocześnie zgłosiło złe samopoczucie. Z drugiej strony w otwartej przesyłce nie dostrzeżono substancji, która od razu wskazywałaby źródło potencjalnego zagrożenia.
W takich okolicznościach kluczowe znaczenie mają specjalistyczne badania. Sam wygląd koperty czy jej zawartości nie pozwala bowiem przesądzić, z czym dokładnie zetknęły się osoby znajdujące się w pomieszczeniu. Dlatego zabezpieczona przesyłka ma zostać dokładnie przebadana.
Na tym etapie nie podano informacji, które przesądzałyby, co było przyczyną pogorszenia samopoczucia siedmiu osób. Nie wiadomo również, czy między zawartością przesyłki a zgłoszonymi objawami istnieje bezpośredni związek. Odpowiedzi mają przynieść dalsze czynności i analizy.
Do sprawy wkroczyły ABW i SKW. Przesyłka została zabezpieczona
Sprawą zajęły się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Służba Kontrwywiadu Wojskowego. Służby zabezpieczyły przesyłkę oraz teren placówki. Próbki mają trafić do specjalistycznych laboratoriów zajmujących się analizą potencjalnych skażeń.
To właśnie badania laboratoryjne mogą mieć kluczowe znaczenie dla ustalenia, czy w przesyłce rzeczywiście znajdował się czynnik mogący wywołać objawy, czy też przyczyn zdarzenia należy szukać gdzie indziej. Na razie nie ma podstaw, by przesądzać którąkolwiek z tych wersji.
Wyjaśnienia wymaga również pochodzenie przesyłki. Wiadomo, że została nadana w Niemczech. Ustalenie nadawcy jest jednym z elementów prowadzonych czynności. Dopiero wyniki śledztwa mogą pokazać, czy był to przypadkowy incydent, celowe działanie czy zdarzenie o innym charakterze.
Sytuacja jest szczególnie traktowana ze względu na miejsce, w którym doszło do zdarzenia. Chodzi o placówkę Żandarmerii Wojskowej, dlatego do wyjaśniania okoliczności włączyły się służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa i kontrwywiad wojskowy.
133 osoby poza budynkiem. Wszystko zaczęło się od jednej koperty
Sekwencja wydarzeń była wyjątkowo szybka. O godzinie 11:40 otwarto przesyłkę. Następnie siedem osób zgłosiło niepokojące objawy, wezwano pomoc medyczną i straż pożarną, a trzy osoby przewieziono do szpitala. Niedługo później budynek opuściły łącznie 133 osoby.
Choć w centrum całego zdarzenia znalazła się pozornie zwyczajna pocztówka, służby nie mogły pozwolić sobie na zignorowanie potencjalnego zagrożenia. Przy podejrzeniu kontaktu z nieznanym czynnikiem priorytetem było zabezpieczenie osób znajdujących się w obiekcie oraz odizolowanie przesyłki.
Najważniejsze pytanie pozostaje jednak bez odpowiedzi. Co sprawiło, że po otwarciu przesyłki kilka osób niemal w tym samym momencie zaczęło zgłaszać złe samopoczucie? Na razie wiadomo jedynie, że trzy osoby znalazły się pod obserwacją w szpitalu, a sprawę przejęły wyspecjalizowane służby.
Teraz kluczowe będą wyniki badań zabezpieczonych materiałów oraz ustalenia ABW i SKW. Dopiero one mogą wyjaśnić, czy alarm w Nowej Dębie był związany z rzeczywistym zagrożeniem, czy też jego źródło okaże się zupełnie inne, niż początkowo podejrzewano.
Obserwuj nas na Google







