Pasażerowie mieli wyruszyć w podróż, jednak tuż przed odlotem doszło do niespodziewanego zwrotu akcji. Sytuacja była na tyle poważna, że konieczne stało się uruchomienie procedur bezpieczeństwa. Decyzje zapadły szybko, a ich skutki odczuł nie tylko jeden rejs.
WIDEO…
Alarm na Lotnisku Chopina. Samolot LOT zatrzymany podczas kołowania
W czwartek 5 listopada rano na Lotnisku Chopina w Warszawie doszło do groźnie brzmiącego incydentu. Samolot Polskich Linii Lotniczych LOT, który miał polecieć do Paryża, został zatrzymany podczas kołowania. Wszystko przez informację o potencjalnie niebezpiecznym przedmiocie znajdującym się na pokładzie maszyny.
Chodziło o rejs LO331. Samolot przygotowywał się do startu, kiedy służby otrzymały zgłoszenie o możliwym zagrożeniu. Nie było miejsca na lekceważenie takiego sygnału. Maszynę skierowano na wyznaczone stanowisko postojowe, gdzie mogły rozpocząć się niezbędne czynności kontrolne.
Alarm wpłynął również na funkcjonowanie warszawskiego portu lotniczego. Jedna z dróg startowych została tymczasowo wyłączona z użytkowania. To oznaczało, że operacje lotnicze musiały odbywać się na drugiej drodze. Wszystko po to, aby umożliwić służbom bezpieczne przeprowadzenie kontroli.
Służby sprawdziły samolot i bagaże. Ujawniono wynik kontroli
Na pokładzie samolotu podejrzewano obecność przedmiotu, który mógł stanowić zagrożenie. Dlatego szczegółowemu sprawdzeniu poddano zarówno maszynę, jak i przewożone bagaże. Służby działały zgodnie z procedurami, których celem jest wykluczenie ryzyka przed dopuszczeniem samolotu do dalszego lotu.
Wkrótce pojawiły się uspokajające informacje. Rzecznik PLL LOT Krzysztof Moczulski przekazał, że podczas kontroli nie znaleziono żadnych niebezpiecznych ładunków. Alarm okazał się fałszywy. Choć zagrożenia nie potwierdzono, wcześniejsze działania wpłynęły na planowaną podróż do stolicy Francji.
Przewoźnik zdecydował bowiem o zmianie samolotu. Do obsługi rejsu do Paryża miała zostać wykorzystana maszyna zastępcza. LOT zapowiedział kontynuowanie podróży po dokonaniu tej zamiany. Tym samym poranny incydent zakończył się bez potwierdzenia zgłaszanego niebezpieczeństwa.
To nie pierwszy taki alarm. W ostatnich dniach doszło do podobnych zdarzeń
Niepokojące jest to, że czwartkowy alarm nie był odosobnionym przypadkiem. Zaledwie dwa dni wcześniej, we wtorek 3 listopada, podobne zgłoszenia zakłóciły ruch lotniczy w Europie. Problemy dotknęły także samolotów lecących do Polski.
Jedna z maszyn podróżujących z Londynu do Warszawy została skierowana na lotnisko w Modlinie. Tam konieczne okazało się chwilowe wstrzymanie operacji lotniczych. Z kolei samolot lecący z Kopenhagi do Warszawy przeszedł kontrolę po wylądowaniu na Lotnisku Chopina.
W obu wcześniejszych przypadkach służby również nie potwierdziły zagrożenia. Czwartkowe wydarzenia pokazują jednak, jak poważne konsekwencje organizacyjne może wywołać nawet alarm, który ostatecznie okazuje się fałszywy. Wystarczy jedno zgłoszenie, by zatrzymać samolot i zmienić organizację ruchu na lotnisku.