Pierwsze zgłoszenie wpłynęło około godz. 2.29 w nocy z 30 września na 1 października. Strażacy od początku musieli działać na kilku frontach jednocześnie, walcząc z ogniem i zabezpieczając sąsiednie budynki.
Ogień pojawił się w środku nocy. W budynku było około 40 sztuk bydła
Pożar wybuchł w budynku inwentarskim o wymiarach około 20 na 15 metrów. W jego wnętrzu znajdowało się około 40 krów i cieląt. Sytuacja od pierwszych minut była niezwykle trudna, ponieważ żywioł rozwijał się w pobliżu kolejnych zabudowań gospodarstwa.
Zobacz także:
Część zwierząt udało się wypuścić z zagrożonego obiektu. Nie wszystkie jednak zdołano uratować. Jednocześnie strażacy robili wszystko, by ogień nie przeniósł się na pobliski budynek mieszkalny. Ten cel udało się osiągnąć i dom został uratowany.
Skala wydarzenia szybko rosła. Około godz. 4 pożarem objęte były co najmniej dwa budynki, a w działaniach uczestniczyło już około 60 strażaków. Do Lipnicy Dolnej kierowano kolejne siły z jednostek państwowej i ochotniczych straży pożarnych.
Na miejscu pracowali między innymi strażacy z JRG Bochnia, OSP KSRG Lipnica Murowana oraz jednostek z Lipnicy Dolnej, Lipnicy Górnej, Rajbrotu, Borównej, Nowego Wiśnicza, Kobylego i Chronowa. Później do działań dołączyła także OSP Łomna.
Dziesiątki strażaków walczyły przez wiele godzin. Do akcji wszedł także dron
Nad ranem dowodzenie działaniami przejął zastępca komendanta powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Bochni. Łącznie do akcji skierowano 15 zastępów, a w jej najbardziej intensywnym momencie na miejscu działało około 60 strażaków.
Sytuacja wymagała dokładnego kontrolowania pogorzeliska. Do tego wykorzystano drona wyposażonego w kamerę termowizyjną. Urządzenie pomagało strażakom obserwować teren i lokalizować miejsca, w których nadal mogło utrzymywać się zagrożenie.
To było szczególnie ważne, ponieważ samo opanowanie płomieni nie oznaczało końca pracy. Strażacy musieli przelewać pogorzelisko, usuwać spalone elementy konstrukcji i sprawdzać, czy w żadnym miejscu nie pojawią się kolejne zarzewia.
Dodatkowym problemem okazał się silos z pyłem znajdujący się w pobliżu stolarni. Tam również pojawił się ogień. Strażacy zdołali go ugasić, ale interwencja wymagała dalszej obecności licznych zastępów.
Budynek mieszkalny udało się ocalić. Akcja nie skończyła się o świcie
Choć pożar został opanowany, strażacy nie mogli od razu zakończyć działań. Jeszcze nad ranem na miejscu pracowało ponad 50 osób z państwowej i ochotniczych straży pożarnych z powiatu bocheńskiego.
Ich zadaniem było dokładne dogaszanie pogorzeliska i wykluczenie ryzyka ponownego pojawienia się ognia. Usuwano również elementy uszkodzonej konstrukcji. Przy tak rozległym zdarzeniu nawet po opanowaniu głównego pożaru konieczne było dalsze monitorowanie terenu.
Najważniejszą wiadomością dla mieszkańców było uratowanie budynku mieszkalnego. Strażacy od początku koncentrowali się nie tylko na walce z żywiołem, ale także na zabezpieczeniu sąsiednich obiektów przed rozprzestrzenieniem się ognia.
Dramatyczne skutki dotknęły jednak gospodarstwa. W budynku znajdowało się około 40 sztuk bydła. Część zwierząt udało się bezpiecznie wypuścić, lecz części nie zdołano uratować.
Przyczyna nocnego pożaru nadal pozostaje niewyjaśniona
Po wielu godzinach działań sytuacja została opanowana. Strażacy pozostawali jednak na miejscu, aby przelewać pogorzelisko, usuwać pozostałości konstrukcji i dokładnie sprawdzać teren przy użyciu dostępnego sprzętu.
Akcja w Lipnicy Dolnej była jedną z tych interwencji, w których czas i liczba dostępnych sił miały ogromne znaczenie. W krótkim czasie konieczne było skierowanie na miejsce kilkunastu zastępów i zaangażowanie dziesiątek strażaków.
Do zdarzenia doszło w nocy z 30 września na 1 października 2026 roku. Pierwszy alarm wpłynął około godz. 2.29, a działania trwały jeszcze wiele godzin po wschodzie słońca.
Na moment publikacji nie podano, co spowodowało pojawienie się ognia. Przyczyna pożaru w Lipnicy Dolnej pozostawała niewyjaśniona.
Obserwuj nas na Google







