Wszystko miało być gotowe na sobotnie starcie. Zawodnicy przybyli do Francji, gdzie czekało ich ważne spotkanie w europejskich rozgrywkach. Zamiast wyłącznie na rywalizacji, drużyna musi jednak skupić się na pożegnaniu jednego ze swoich zawodników. Okoliczności tej tragedii są szczególnie poruszające.

Hyron Andrews nie żyje. Dramat rozegrał się w hotelu we Francji

Hyron Andrews, 31-letni zawodnik południowoafrykańskiego zespołu Lions, zmarł podczas pobytu we Francji. Rugbysta przyleciał tam wraz z drużyną, która przygotowywała się do sobotniego meczu Champions Cup przeciwko La Rochelle. Jeszcze niedawno wszystko koncentrowało się wokół nadchodzącego spotkania. Nagle pojawiły się tragiczne wiadomości.

Zobacz także:

Według informacji przekazanych przez francuskie media zawodnik został znaleziony nieprzytomny pod prysznicem w hotelu. Krótko po godzinie 10.00 wezwano pomoc. Przybyłe na miejsce służby ratunkowe stwierdziły zatrzymanie krążenia i oddechu. Natychmiast rozpoczęto reanimację, jednak mimo podjętych działań życia sportowca nie udało się uratować.

Południowoafrykańska federacja rugby potwierdziła śmierć zawodnika. W oficjalnym komunikacie poinformowano, że 31-latek zmarł w następstwie wypadku. Nie przedstawiono jednak dokładnego przebiegu zdarzenia ani dodatkowych ustaleń dotyczących jego przyczyn. Wiadomość błyskawicznie dotarła do środowiska rugby, wywołując ogromny smutek.

Drużyna Lions pogrążona w żałobie. Poruszające słowa po śmierci 31-latka

Na tragedię zareagowała organizacja Lions Rugby Company. W wydanym oświadczeniu podkreślono, że Andrews był cenionym członkiem drużyny i całego środowiska rugby. Jego odejście dotknęło nie tylko kolegów z zespołu i trenerów, lecz także kibiców oraz osoby, które znały go poza boiskiem.

Szczególnie przejmujące są informacje o najbliższych zmarłego sportowca. Andrews pozostawił żonę Maighlin oraz małych synów. Przedstawiciele Lions przekazali rodzinie wyrazy współczucia i zaapelowali o uszanowanie jej prywatności w czasie żałoby. To właśnie bliscy zawodnika muszą teraz zmierzyć się z najtrudniejszą stratą.

Głos zabrał również Mark Alexander, prezes Południowoafrykańskiej Federacji Rugby. Podkreślił znaczenie Andrewsa dla tej dyscypliny oraz wpływ, jaki sportowiec wywierał na otaczających go ludzi. Zaznaczył, że pamięć o 31-latku pozostanie żywa, a jego przedwczesne odejście jest ogromną stratą dla całego środowiska.

Wielki mecz już w sobotę. Zapadła decyzja po śmierci rugbysty

Hyron Andrews miał za sobą występy w południowoafrykańskich drużynach juniorskich i młodzieżowych. W swojej karierze reprezentował również Sharks oraz angielski Sale Sharks. Choć nigdy nie zagrał w seniorskiej reprezentacji RPA, był rozpoznawalną postacią klubowego rugby i ważnym zawodnikiem Lions.

W obliczu tragedii pojawiła się też kwestia zaplanowanego na sobotę 17 października spotkania z La Rochelle. Klub Lions poinformował, że mecz Champions Cup odbędzie się zgodnie z planem. Decyzję podjęto z myślą o uczczeniu pamięci zmarłego zawodnika. Sobotnie wydarzenie będzie więc miało zupełnie inny wymiar niż pierwotnie zakładano.

Jeszcze przed rozpoczęciem rywalizacji wiadomo już, że dla Lions będzie to wyjątkowo trudne spotkanie. Drużyna straciła kolegę, z którym przyleciała do Francji, by wspólnie walczyć na boisku. Hyron Andrews miał zaledwie 31 lat. Jego nagła śmierć sprawiła, że nadchodzący mecz stał się również okazją do oddania mu hołdu.